
BYĆ WAŻNYM

Naogol ludzie lubia byc na publicznym widoku i pchaja się na scene gdy tylko jest ku temu okazja. Bodajze najslynniejszy polski aktor pod koniec zycia na scenie odpychal innych aktorow aby na nim caly czas skupiala się uwaga publicznosci. Jest dla wielu ludzi wrecz tragedia, gdy zostaja na stale odepchnieci od publicznego widoku, prasa i inne publikatory o nich nawet nie wspominaja, konczy się szansa byc waznym.
Oczywiscie, w tym duze ma znaczenie usposobienie danego czlowieka: wielu z nas jest gotowych zrobic niemal wszystko, aby ich zauwazono. Z drugiej strony czlowiek z samym soba i swoim Bogiem moze znalezc dobry kontakt chyba tylko wlasnie w odosobnieniu, z dala od zgielku swiata. Im wiecej zdolamy byc samotni, tym latwiej jest nam dduchowo odnalezc sie.
Gdy ludzie opowidaja prywatnie o swoim zyciu publicznym, to nieraz wychodzi na jaw plycizna, malostkowosc, chciwosc na wszelkiego rodzaju zaszczyty, wrecz dziecinnosc, zachwiana hierarchia waznosci. Co z tego, ze tego a tego wszyscy znaja, jesli wlasnie ci wszyscy wciskaja mu się we wszystko, obdzieraja z indywidualnosci, uniemozliwiaja wszelkie skupienie.
Jest to duza laska od Boga, jesli daje nam od czasu do czasu moznosc skupienia się w ciaglym wirowaniu wsrod pustoty swiata. Gdy ktos zawsze nudzi się wszelka samotnoscia, to moze siebie nie odnalazl, nie jest gotow do poglebionego istnienia, ciagle musi miec cos i kogos z zenatrz, aby nie nudzic się z samym soba.
Obecnie modne sa poszukiwania natury, a wiec odchodzenia choc na troche od zgielku swiata. Jest to swiadoma lub polswiadoma proba znalezienia alternatywy do tak zwanego pelnego zycia, ktore nazbyt wciaga czlowieka w nieustanny wir i odbiera mu moznosc skupienia. A przeciez kazdy z nas aby byc zdrowy psychicznie potrzebuje zarowno ludzi, wydarzen, ale takze samotnosci i przynajmniej okresowego wydobycia się z wiru.
Co z tego, ze caly swiat mialbys, a dusze wlasna bys stracil? Jestesmy zywa czastka swiata holdujacemu zasadzie, aby za wszelka cene nie nudzic sie, ciagle szukac podniet, spoczynek uzasadniac potrzeba ciaglej gotowosci, aby byc wlasnie dostatecznie czynnym na wszelkich mozliwych polach.
Kino i telewizor sa narzedziami na podoredziu, aby nawet nie ruszajac się byc w wirze wydarzen. Powierzchownosc lub nawet niemoznosc wyrwania się z tego non-stop dziania się jest cena jaka placimy. Niegdys ludzie uciekali do klasztoru a teraz nawet mlodzi osobnicy rezygnuja z wszelkiej kariery zyciowej i po prostu egzystuja na marginesie spolecznym bez celu i sensu.
Jest powazna obawa, ze wlasnie takich ludzi marginesu bedzie coraz wiecej, gdyz walka o zajecie zarobkowe zaostrza się i nie wszyscy sa gotowi brac w niej udzial.
Nie dla wszystkich tak zwane urzadzenie się jest cena, ktora gotowi sa placic. Chyba kazdy z nas ma czastke swojego ja, ktora mniej lub bardziej starannie pielegnuje, aby byc soba, nie zatracic się w zewnetrznej obcosci, miec chocby minimalne zadowolenie, ze jest się kims i ze to nikt nie w stanie nam odebrac. Jest to zdrowy odruch samoobrony w stosunku do innych, ktorzy ciagle nas do czegos naklaniaja, drocza się z nami o to lub inne, usilujac niejako po nas deptac, narzucic nam cudze prawidla. Kto swego psychicznego miniogrodka nie che lub nie umie pielegnowac ten ma slabo rozwiniete swoje "ja".
Nie trzeba byc az odludkiem i egoista, aby bronic samego siebie przed inwazja z zewnatrz. Wystarczy, jesli szanujac cudza innosc kultywujemy samoswiadomosc i nie polegamy nazbyt na cudzym zdaniu, nie boimy się miec wlasne zdanie, ktorym zreszta wcale nie musimy ciagle,afiszowac się przy lada okazji. Slusznie uciekamy od takich osobnikow, ktorzy ciagle nam mowia, jak mamy zyc, co robic, co przyjmowac, a co odrzucac. Wszelka wscibskosc jest czyums nienaturalnym, zakloca porzadek istot wspolistniejacych ze soba jako tako harmonijnie.