
KWESTIA ZACHĘTY

Niedostateczna zacheta jest nieraz podstawowym brakiem wszelkiej pracy, lacznie z praca spoleczna. Wystarczy nieraz dobre slowo lub drobny podarunek aby zadosc uczynic komus za to, ze wogole podjal się okreslonych obowiazkow, spelnil oczekiwania, wogole chcial zaktywizowac sie. Jeszcze gorzej jest jesli ten kto dane obowiazki wyznacza innym wogole nie ma pojecia jak to jest zmudne i trudne, lekcewazy sobie cudzy dorobek, ma na mysli li tylko wlasne ewentualne nagrody i ani mu w glowie docenic innych. Prawda jest tez, ze nie zawsze dobrze wiemy ile pracy i kunsztu dane zadanie wymaga i moze się nam wydawac ze to jest sprawa latwiejsza niz w rzeczywistosci. Zwlaszcza wlasnie w pracy spolecznej nie trzeba zalowac pochwal i zachet dobrowolnym wykonawcom, a tym bardziej jest karygodne wogole tej pracy nie zauwazac, natomiast czerpac korzysci z niej na siebie a jednoczesnie bagatelizowac co inni zrobili. Niezadowolenie z takiego stanu rzeczy przede wszystkim zniecheca do wogole podejmowania się czegokolwiek na przyszlosc. A przeciez jest w naszym zbiorowym interesie nie zniechecac siebie nawzajem a raczej motywowac pozytywnie. Chyba ze nam chodzi o to aby odgonic innych i pozostac li tylko z kumotrami. Jest nieraz rzecza zastanawiajaca jak i dlaczego ludzie majacy byc promotorami danej wspolnej sprawy dzialaja swiadomie lub moze nieswiadomie odpychajaco. Moze to po prostu wynika z tego, ze ujawniaja się ich wlasne ograniczenia i przestana imponowac? Pamietam jak niedlugo po moim przyjezdzie do Edmontonu jeden mlody czlonek Polonii twierdzil przy mnie, ze najwiecej co chcialby w zyciu osiagnac to byc prezesem miejscowego Kongresu Polonii Kanadyjskiej. Czy sa jeszcze tego rodzaju ambicje i marzenia wsrod Polonii? A jesli ich nie ma to dlaczego?
Sprawy organizacyjne maja to w sobie, ze nieraz zaciesniaja ludzkie horyzonty zamiast je otwierac. Z jednej strony mamy szereg zasluzonych organizacji o sporym dorobku, a z drugiej strony mamy pokazna mase ludzi mowiacych po polsku, chodzacych na polskie nabozenstwa i nawet sluchajacych od czasu do czasu polskich programow radiowych, ale w rzeczywistosci trzymajacych się z dala od polskiego zycia organizacyjnego. Kto jest temu winny?
Warto zadac sobie pytanie co mozna byloby zrobic aby faktycznie uatrakcyjnic dla tych wlasnie rodakow polskie organizacje. Na przyklad w USA jedna z atrakcji byly i chyba sa do dzis dnia ubezpieczenia. Ale moze juz za pozno jest u nas w Kanadzie na taka wlasnie przynete? Nie wystarczy upierac się prywatnie i publicznie , ze miejscowi Polacy powinni gdzies nalezec w swiatku polonijnym. Gora nie przyjdzie do Abrahama! Zwlaszcza mlode pokolenie musi w polskosci znalezc cos dostatecznie pociagajacego bo inaczej wczesniej lub pozniej stracimy je bezpowrotnie. Samym tylko swietowaniem i uroczystm obchodzeniem roznych rocznic nie przyciagniemy ludzi zyjacych juz dlugo w kraju, ktory nie jest bynajmniej patetyczny, ale w ktorym licza się przede wszystkim realia. Ciagle wzywanie do jakichs ofiar i poswiecen to nie tu i nie teraz!
Widac to chocby w odbiorze polskich miejscowych audycji radiowych. Slysze od czasu do czasu jakies odglosy co do moich audycji, ale zdecydowanie brakuje mi konkretnego oddzwieku chocby w postaci listow lub telefonicznych uwag do kierownika naszego programu radiowego. Czasem opadaja mi rece bo trudno ciagle mowic do jak gdyby pustej widowni. Mnie przynajmniej nie zalezy bezposrednio na organizowaniu Polonii, ale ci ktorzy maja takie wlasnie ambicje warto aby publicznie zastanawiali się jak przelamac bariere biernosci. Pod komuna w PRL to byla biernosc zrozumiala, ale zyjac juz w demokratycznej Kanadzie nie mozna przetrwac jako zbiorowosc etniczna po prostu milczac i odwracajac się tylem do naszego zbiorowego interesu. Tyle na dzisiaj.