
MYŚLĘ=JESTEM

"Mysle, wiec jestem!" to podstawowe filozoficzne stwierdzenie sformulowane przez jednego z najbardziej wplywowych filozofow swiata zachodniego jest nieraz skutecznie podwazane obecnie przez tezy konkurencyjne: "jestem, wiec nalezy mi się to a to!", "jestem, a wiec moje pozadania sa w pelni usprawiedliwione!", "jestem, a wszystko inne nie liczy sie!, "jestem, aby byc szczesliwy i syty!" Wielu z nas nie moze znalezc dla siebie miejsca, sa wystawieni na niepewnosc i niepokoj, czuja się niedocenieni, zagubieni, niedowartosciowani, niedopieszczeni, maja zasadnicze watpliwosci, co do sensu swego istnienia. To wszystko laczy się scisle z faktem, ze niemal z reguly poszukujemy odpowiedzi i pomocy na zewnatrz, a nie wewnatrz nas samych. Jesli biegam po biezaca poczte i oczekuje przesylek, ktore rozwiazalyby dla mnie i za mnie moje dreczace pytanie "co robic?", albo oczekuje, ze ludzie zalatwia mi to lub tamto, to jednoczesnie nie doceniam, jak bardzo warto polegac przede wszystkim na sobie samym, swoim rozeznaniu i pomyslunku, pomyslowosci, fantazji, imaginacji, cierpliwosci.
Wielu z nas trawi podstawowe pytanie: kim, gdzie i poco jestesmy. Ale odpowiadajac na to pesymistycznie z gory okreslamy się jako zyciowo przegrani, zwlaszcza gdy jestesmy w starszym wieku albo w sytuacji w innym sensie niekorzystnej: bezrobocie, choroba, klopoty finansowe, zatargi rodzinne, dreczace poczucie osamotnienia. Mamy watpliwosci co do sensu naszego istnienia, nie mozemy pogodzic się z naszym aktualnym losem, dreczą nas roznego rodzaju gorycze, czujemy się zapoznani, skazani na pustke i nude, nie majacy szczescia w zyciu, zepchnieci na margines.
A przeciez w tym wszystkim sami jestesmy kowalami naszego subiektywnie nedznego losu. Wystarczy chocby wspomniec, ze kazda sytuacja niekorzystna ma w gruncie rzeczy swe korzystne strony: tracac cos jednoczesnie zyskujemy cos. Bedac odrzucony powinienem przewartosciowac moje wybory. Majac niepowodzenie w moich przedsiewzieciach bede tylko brnal w klopoty, jesli nie zastanowie się nad sensem tych wlasnie przedsiewziec, jak rowniez nad strategia przeze mnie przyjeta. Wszystko to sa pozyteczne dla nas informacje i w rzeczywistosci zarowno poznawczo jak i moralnie wiecej uczymy się z klesk, anizeli z powodzenia, ktore z reguly nas rozpuszcza, wbija w zbytnia pewnosc siebie, powoduje koncentracje na jednych aspektach ze szkoda dla innych aspektow.
Bardzo istotne jest rowniez rozpoznanie i unieszkodliwienie zlych emocji, bardzo oslabiajacych lub wrecz niweczacych nasz potencjal poznawczy. Gdy kogos z jakichs nawet blahych powodow nie lubimy, to wrecz bezwiednie gromadzimy argumenty za nasza z gory powzieta teza, a natomiast lekcewazymy argumenty tej tezie przeciwne. A przeciez w poszukiwaniu prawdy trzeba umiec i chciec gruntownie rozpatrzyc wszystko, co nie zgadza się z nasza hipoteza.
Jeszcze gorzej, gdy nasze uprzedzenia wrecz nas oslepiaja i wrecz stajemy się niezdolni do rewizji czegokolwiek co nam z jakichs wzgledow nie odpowiada. Co wiecej, bywa tak, ze za wszelka cene chcemy aby nasze bylo na wierzchu i gotowi jestesmy do wszelkich manipulacji potrzebnych aby zwyciezyc. Pieniacz to jest wlasnie ktos, kto przekracza granice racjonalnego podejscia do danej sprawy i upiera się przy swoim bez wzgledu na koszta zarowno swoje jak i cudze. Uprzedzenia sa niedopuszczalne w porzadnym mysleniu opartym na dawaniu rownych szans roznym stanowiskom, aby tylko strony je reprezentujace potrafily i chcialy uzyc przekonywujacych argumentow i byc otwarte na to co reprezentuja strony przeciwne. W mysleniu chodzi przeciez o dochodzenie do prawdy, korzystajac z roznych wkladow do niej, jak rowniez o zgode co do procedury formulowania wiarygodnych wnioskow. Kazda dyskryminacja w tym wzgledzie oslabia mozliwosc osiagniecia postepu i znieprawia sam proces.
Mysle, wiec zastanawiam sie, jestem krytyczny zarowno w stosunku do cudzych sadow jak i wlasnych, wyrazam otwartosc na przekonanie mnie agrumentami wiarygodnymi, daje kredyt zaufania i nie odrzucam z gory niczego, co mi nie odpowiada, wyrzekam się ciasnej stronniczosci, kontroluję wlasne emocje i staram się uwolnic z nich moj proces myslenia, jestem dociekliwy bez wzgledu na konsekwencje tego, staram się innym dac dobry przyklad poprawnego rozumowania, nie usiluje kogokolwiek zakrzyczec lub obalamucic, nie mam za zle ludziom, ze sa inni ode mnie i glosza swoje prawdy.
To wszystko zreszta nie oznacza, ze musimy byc letni, przesadnie liberalni, z gory wykluczajacy mozliwosc jednej prawdy. Chodzi tylko o to, aby zdac sobie w pelni sprawe jak naprawde jest nieraz trudno znalezc ostateczna prawde. Szacunek dla zlozonosci procesu poznawczego jest pierwszorzednej wagi i kazdy kto uwaza się za posiadacza jedynej prawdy jest w potencjanym bledzie.