
TYLKO BEZ NERWÓW!!!

Zawsze brakowalo mi cierpliwosci, cnoty zreszta nie tylko chrzescijanskiej, a szkoda, gdyz malo co cwiczy tak duchowo jak na przyklad wysluchiwanie gaduly, w dodatku uszczypliwego, ktory nie pozwala aby mu cokolwiek wtracic do jego watku ciagnietego w nieskonczonosc, a jeszcze w dodatku upstrzonego tu i owdzie osobistymi upszypliwosciami w rodzaju: "Pan nic nie rozumie", "Tlumaczylem Panu wiele razy ale bez skutku", "Jak mozna nie polapac sie w tak oczywistej prawdzie?", itd.
Malo co sprzyja umoralnieniu samego siebie, jak wlasnie zachowanie chlodno-spokojnej postawy wobec rozmowcy bezceremonialnie dyktujacego swoje warunki, nie pozwalajacego nawet wtracic sie, odrzucajacego bezapelacyjnie wszystkie kontragumenty, osmieszajacego nasze wlasne prawdy, po prostu nie dopuszczajacego do slowa. Zostac pokonanym po prostu przez cudze zagadanie oczywiscie nie jest bynajmniej chwalebne. A jeszcze gorzej, gdy to ma miejsce w naszym wlasnym domu, bo jak tutaj uciec od kontrowersji wymawiajac sie tym, lub innym? Pozostaje li tylko traktowac to cale wydarzenie jako cwiczenie duchowe w milosci blizniego i poblazliwosci w stosunku do cudzych przywar. Sa przeciez ludzie mniej lub bardziej nieznosni, ktorzy uwielbiaja slowne pokonanie przeciwnika i dla nich spieranie sie jest swoista rozkosza nieustannie poszukiwana przez nich.
A przeciez zubożamy nas samych, jesli bedziemy za wszelka cene unikali tego wlasnie prysznica argumentow trudnych lub niemozliwych do przyjecia przez nas, ktore podwazaja wartosci uznane jako swiete. Co wiecej, wyraźnie nieraz nie chcemy kontrowersji, ktora moglaby naruszyc porzadek w nas tkwiacy, traktowany przez nas jako oczywisty a zupelnie lekcewazony przez naszego adresarza.
Ale z druguej strony jak mozemy sprawdzic trwalosc tego, co jest nasza postawa zasadnicza, jesli nie pozwolimy komus innemu spierac sie z nami? To my mamy przeciez promieniowac tym co w nas jest podstawowe i ani nie uciekac od przeciwnika, ani nie zatkac sobie uszu na to, co on/ona mowi, ani wreszcie nie czmychnac pod lada pozorem. Tylko spokoj moze nas uratowac i zachowanie jego wlasnie jest tarcza ochraniajaca nas przed cudzym mieczem.
Poza tym adwersarz musi zostac przez nas w pelni zrozumiany: o co mu wlasciwie chodzi? Jakie sa przeslanki jego/jej argumentacji? W czym jest tak naprawde cala rzecz? Jak dalece on/ona faktycznie rozumie nasze wlasne przeslanki? Na ile jego/jej argumenty w czyms wzbogacaja i rewiduja nasza znajomosc i rozumienie danej sprawy? Czy i jaka slusznosc kryje sie w tym co on/ona mowi?
O ile potraktujemy dana kontrowersje li tylko jako wzajemna demonstracje sil i stanowisk to wlasciwie nic z tego nie zyskujemy. A przeciez poznanie swiata jest procesem nieustannym az do naszego konca i kazde zyciowe zdarzenie ma nas wiele uczyc. Jesli zamkniemy sie li tylko w gronie ludzi zdecydowanie zgadzajacych sie wzajemnie to bardzo ograniczymy nasze i cudze horyzonty.
Przeciez nasza rola przewodnia jest nieustannie poznawac swiat w calym jego skomplikowaniu. Dlatego kazdy adwersarz napotykany przez nas na sciezce zycia jest mniej lub bardziej znakomita okazja aby skorygowac nasza prawde o swiecie i o nas samych. To oczywiscie nie znaczy, ze trzeba zmieniac poglady i afiliacje jak rekawiczki. Ale kazdy nie zgadzajacy sie z nami a spotkany na sciezce zycia jest proba ogniowa czy aby nie przestalismy szukac prawdy zadowalajac sie pol- lub cwierc-prawdami.
Pamietam czlowieka bardzo wyksztalconego, ktory chwalil sie przede mna, ze on pogladow nigdy nie zmienil od dziecinstwa. Sadze ze bardzo duzo on stracil stojac na takim wlasnie niewzruszonym stanowisku. Zyjemy tutaj na ziemi nie po to aby zostac tacy sami, ale aby rozwijac sie poprzez konfrontacje ze swiatem przez nas poznawanym ale tez i dzieki nam jakos zmienianym mniej lub bardziej udatnie.
Ludzie wladzy, nie tylko tej na gorze, ale takze tej skromnie umiejscowionej na dole, niestety nie grzesza cierpliwoscia: przerywaja grubiansko komus mniej od nich waznemu na zasadzie "prosze sie streszczac!" , nie maja czasu dla kazdego kto jest mniej wazny, sa bardzo wyrachowani w udzielaniu sie innym, roszcza sobie wyjatkowosc Przymilny usmiech jest tylko dla srodkow przekazu masowego i osob zgromadzonych na masowce, na fotografii i przede wszystkim w telewizji. A szkoda, gdyz dobry przyklad dawany w kontaktach bezposrednich bylby jeszcze bardziej skuteczny i wiesc poufna roznioslaby go szeroko. Dygnitarz ludzki na codzien to jest przeciez rarytas godny podziwu i powielenia na skale ogolna. Od zarania ludzkosci podziwiano i zachowywano we wdziecznej pamieci wszystkich tych na gorze, ktorym nie uderzyla woda sodowa do glowy .
Polscy nowobogaccy powinni to wlasnie wziac sobie bardzo do serca, bo zly pan to codzienne wydarzenie, a dobry pan to cos wyjatkowego. Tylko, ze dobrych panow pamieta sie zawsze, a innych tylko gdy szczegolnie dokuczyli. Marsowa mina dlatego byla i jest powszechna cecha kierownikow nizszego szczebla, ze ich autorytet jest chwiejny i trzeba go na gwalt czyms podeprzec (nie bez kozery jest tu fakt, ze sposrod miliona polskich kierownikow w PRL ponad 90% nalezalo do PZPR - podobno musieli aby zyc i wyzywic swe dziatki oraz zaspokoic pazyrnych wspolmalzonkow).
Przelozony nadrabiajacy mina niedostatki fachowe i obyczajowe to nie jest zaden autorytet i to bardzo powaznie odbija sie na stanie organizacyjnym kraju. Od kogo ci pomniejsi maja brac budujacy przyklad ? Zreszta i gdzie indziej nie jest najlepiej w tym wzgledzie. Na przyklad w USA w 1993im roku przecietny dochod roczny z pracy dyrektora duzego przedsiebiorstwa wynosil niemal $ 4 miliony i byl 149 razy wyzszy od przecietnego dochodu robotnika fabrycznego. Amerykanski dyrektor zarabia dwa do trzech razy wiecej anizeli jego/jej kolega w Europie lub Azji (S. Robbins. Organizational Behavior. Prentice Hall 1996 str. 282).
Zbyt daleko idace zroznicowanie materialne spoleczenstwa ma swoje zdecydowanie negatywne strony, a jedna z nich jest po prostu zwykla ludzka zazdrosc ktora dzieli i oddala ludzi od siebie nawzajem. Im biedniejsza jest zdecydowana wiekszosc danego spoleczenstwa tym glebiej siega poczucie krzywdy (w USA jest ono zwlaszcza silne wsrod czarnych, Meksykanow i ludow Ameryki Poludniowej przybywajacych do USA nieraz nielegalnie). Gdy bylem w Reno przekonalem sie, ze personel obslugujacy kasyna to w bardzo znacznej czesci ludzie na najnizszej stawce zarobku, ktorzy moga wyzyc tylko mieszkajac na kupie i skladajac razem swe marne zarobki. Taka bieda wspolwystepujaca ze skrajnym bogactwem nie wrozy dobrze dla harmonii spoleczenstwa i takze polscy nowobogaccy powinni sie z tym liczyc, zwlaszcza jesli nie poczuwaja sie do obowiazku w stosunku do swych najbiedniejszych sasiadow
Najgorzej jest jesli bogactwo nie jest podbudowane rzetelna praca a wynika ze szczesliwego przypadku, machlojek albo nawet przekupstwa lub zbrodni. Wtedy dystanse majatkowe mobilizuja wzajemna niechec czy wrecz nienawisc. Wysoko platni amerykanscy dyrektorzy przynajmniej musza wykazac sie powodzeniem swych przedsiebiorstw. A co z takimi, ktorzy nie sa w stanie udowodnic godziwych podstaw swego sukcesu materialnego?