Aleksander Matejko - Wspomnienia


ZAUFANIE/UDUCHOWIENIE

____________________________________________________________





Trudno miec zaufanie do innych, jesli nie ma sie go do samego siebie. Wszystkie watpliwosci jakie mamy co do siebie samych rzutuja wprost nieuchronnie na nasze ustosunkowanie do innych. Prawda, ze bardzo nieraz jest nam trudno pogodzic sie z samym soba: pozbyc sie nierealnych ambicji, znalezc zadowolenie z tego co mamy, urealnic nasze wymagania i oczekiwania w stosunku do otoczenia, nie zadac od innych zbyt duzo, ale tez nie zbyt malo, pozbyc sie mzonek ale jednoczesnie nie stajac sie przyziemnym.

Trudno nieraz nam pozbyc sie roznego rodzaju negatywnych uogolnien, jak to, ze jakoby ludzie to swinie, nie mozna nikomu ufac, kazdy kontakt to potencjalna gorycz i tym podobne. Ludzie sa w duzej mierze tacy, jak ich ustawiamy w stosunku do siebie: ponure wejrzenie odwzajemniaja tym samym, a to dotyczy takze usmiechu. Nasze negatywne nastawienie zrodzi wrecz to samo do nas, co zreszta jest zrozumiala reakcja obronna. Zaufania nie nalezy mieszac z naiwnoscia: co innego dawac wszystkim kredyt, a co innego upiekszac to, co brzydkie, sami oszukujac sie.

Naiwnosc jest oczywista glupota, niedojrzaloscia, oszukiwaniem samego siebie lub wrecz sprytnym oszukiwaniem innych co do naszej prawdziwej natury. Kamuflaz moze kryc zarowno osobista slabosc albo wrecz zle zamiary w stosunku do innych. Wszelkie udawanie prowadzi do braku zaufania w stosunku do nas ze strony otoczenia. Oczywiscie, sa ludzie ktorzy upodobali sobie robic teatr z zycia, choc byloby dla nich lepiej sprobowac zyc z teatru zamiast zgrywac sie poza scena. "Niech mowa nasza bedzie tak, tak lub nie, nie!". Zajedziemy dalej bedac samymi soba zamiast chytrzac sie na rozne gierki, ktore z czasem doprowadza do fatalnej opinii o nas wsrod otoczenia.

Nie powinno nam zalezec na cudzych sadach ani za duzo, ani za malo: w pierwszym przypadku zaniedbujemy rozwoj osobisty nieustannie majac na uwadze jedynie odbior nas przez innych. W drugim przypadku odnosimy sie lekcewazaco w stosunku do otoczenia i zyskujemy zasluzona zla opinie. Nie trzeba ani nieustannie przypodobywac sie ludziom, ale takze nie trzeba ich z gory lekcewazyc. Z drugiej zas strony chcemy czy nie chcemy - upodabniamy sie w dobrym lub zlym do naszego otoczenia i nie zawsze zdajemy sobie sprawe jak dalece po prostu nie kontrolujemy tego wrecz automatycznego upodobnienia.

Ktos moze slusznie mi wytknac, ze po pierwsze mowie oczywistosci, a po drugie czy aby nie sam popelniam te wszystkie bledy. Zgodze sie zarowno z jednym jak i z drugim. Jesli wogole osmielam sie mowic o tych wszystkich delikatnych sprawach to plynie to z wewnetrznej potrzeby uswiadomienia sobie samemu i innym zawilosci, w ktorych sami wszyscy tkwimy po uszy, ale albo wogole nie zastanawiamy sie nad nimi, albo uciekamy w tanie ogolniki, samopocieszenia.

Oczywiscie latwiej jest po prostu nie widziec i nie zastanawiac sie kwestii doskonalosci, albo tez udawac doskonalosc, albo wreszcie prawic na wynos o cnotach, a siebie samego usprawiedliwiac nieustannie rzekomo niesprzyjajacymi okolicznosciami. A jednak na przyklad wsrod mlodego pokolenia w obecnej Polsce sa grona, ktore przejmuja sie bardzo tymi sprawami. Moga to byc zarowno grona kalolickie jak i niekatolickie. Na przyklad na polskim internecie byla (nie wiem czy jest dalej) grupa inspirowana przez zen-buddyzm, ktora nieustannie dyskutowala miedzy soba rozne sprawy moralne i wogole swiatopogladowe. Co wiecej, to sa uczeni o niewatpliwej klasie, ale im nie wystarczy nauka jako taka. Wsrod katolikow glebokie wejrzenie w sprawy moralne napotkalem wsrod ludzi skupionych wokol Opus Dei.

Uwazam, ze gleboka materializacja mlodego pokolenia jest schylkowa i ze ono wlasnie coraz bardziej bedzie poszukiwac, a nie zadowalac sie wyswiechtanymi ogolnikami. Starsze pokolenia robia wielki blad, jesli ludza sie, ze albo mlodzi bezkrytycznie przyjma ich pewniki albo zadowola sie calkowitym pochlonieciem swoimi karierami, najblizszymi rodznami i szukaniem tanich wrazen, watpliwych uciech i zludnych ucieczek w wrazenia zewnetrzne, alkohol itd. Nie ludze sie, ze wsrod moich sluchaczy znajde jakis wiekszy odzwiek, ale jako czlowiek juz stary poczuwam sie do obowiazku przynajmniej wspomnienia o tym, ze jest naprawde cos takiego jak zycie wewnetrzne i warto nad nim nieco zastanowic. Cieszy mnie osobiscie, ze w mojej edmontonskiej parafii wlasnie o tym zyciu wewnetrznym jest nieraz mowa w sposob daleki od powierzchownosci. To w znacznej czesci zasluga Marysi Kozakiewcz, ktora stale inicjuje dyskusje o uduchowieniu, naprawde cenne.

Spis treści