Aleksander Matejko - Wspomnienia


DOBROĆ

____________________________________________________________



Mialem szczescie spotkac w zyciu wielu ludzi dobrych, zyczliwych, wychodzacych naprzeciw. Jak ten biedak w chatce przy szosie Nowy Targ-Krakow, ktory podzielil się ze mna kawalkiem klema, gdy zglodnialy i zziebniety brnalem na egzamin maturalny obchlapywany sowieckimi ciezarowkami. Nic nigdzie nie mozna bylo dostac, bo obcy zolnierze wszystko zabrali miejscowej ludnosci, cokolwiek nie udalo się ukryc przed nimi. Albo jak ten kolega w Szczwnicy, ktory jeszcze za niemieckiej okupacji przyjal mnie do swojego domu, abysmy obaj przygotywali się potajemnie do matury. Albo wreszcie jak moja najblizsza rodzina, ktora jak tylko mogla pomagala mi w zyciu i zawsze moglem na nia liczyc, nawet w najbardziej krytycznych okazjach. Albo jak dzieci i opiekunowie we kwiwskim sierocincu, w ktorym znalazlem się chwilowo po ucieczce samotnie przed Niemcami na poczatku wojny. Albo nawet i dzis niektorzy moi tutejsi polscy znajomi i przyjaciele spieszacy z drobna, ale jakze uzyteczna pomoca w roznych przypadkach.

Ludzie naogol nie sa zli, chyba ze zzera ich zawisc, chec urzadzenia się cudzym kosztem, potrzeba wywyzszenia się, posiadania nieco wyzszej pozycji, zapiekla zazdrosc o wszystko, falszywa ambicja aby wydac się lepszy niz jest się naprawde. Ktokolwiek szeroko i glosno opowiada o sobie, jaki to jest doskonaly, budzi we mnie brak zaufania. Mozna wierzyc tylko ludzkim czynom, a natomiast slowa sa czesto li tylko przykrywka, na ktora nie nalezy nabierac się i byc po prostu naiwny. Pamietam jeszcze w Kroscienku starszego ode mnie eleganckiego Warszawiaka, ktory nie wiem czego chcial, ale byl w stosunku do mnie niezmiernie uprzejmy i robil wszystko mozliwe, aby zykac moje osobiste zaufanie. On potem zniknal, ale Gestapo zgarnelo sporo ludzi. Nie wiem do dzis dnia, czy i byl jakis zwiazek miedzy tymi faktami, ale rzeczywiscie bywaly nieraz sytyuacje, gdy ludzie zawierzali obcemy tylko dlatego, ze lakomili się na udzielane im chojnie komplementy.

Jesli tracimy zaufanie do ludzi wokol nas, to jest najczesciej nasza wlasna wina, ze nie potrafimy rozroznic prawdy od falszu, przyjazni od interesownosci, solidnosci od kantu, poboznosci od jej pozorow, lojanosci od cwaniactwa, patriotyzmu od efekciarstwa. Nie wszystko zloto co się swieci. Nie wszyscy sa bohaterami wsrod tych, ktorzy siebie do nich zaliczyli. Trzeba miec otwarte oczy i ograniczyc uznanie dla tych wszystkich, ktorzy bez halasu wokol siebie robia rzeczywiscie cos dobrego i uzytecznego.

Bedac w Rosji na polrocznej wymianie naukowej we wczesnych latach szescdziesiatych zostalem zaproszony przez wyznaczonego mi opiekuna uniwersyteckiego, abym przyszedl do okreslonego mieszkania. Nie wypadalo nie pojsc, ale juz po wejsciu nabralem podejrzen. Stol byl zastawiony, ale poza moim oficjalnym opiekunem i jego kolegą nikogo innego nie bylo. A przeciez te moskiewskie mieszkania z reguly byly pelne ludzi. Obaj przygodni gospodarze zaczeli mnie intensywnie czestowac wodka i zakaskami. Domyslilem sie, ze chcieli mnie upic i rozwiazac mi jezyk, ale mialem się na bacznosci, a ze glowe mialem silna na alkohol, wiec nie balem się stracic kontrole nad samym soba i czekalem w czym rzecz. Oni obaj zreszta sami korzystali z okazji, sypali tlustymi dowcipami i w koncu byli znacznie bardziej pijani jak ja.

Przyszlo pytanie , na ktore czekalem: co mi się podoba w Moskwie? Odpowiedzialem bez wahania ze jogurt jest doskonaly i ze chetnie zywie się nim. A potem nastepne pytanie: a co mi się nie podoba? Odpowiedzialem, ze pewne rzeczy sa dla mnie niejasne: dlaczego na przyklad nie ma dostepnej wszystkim ksiazki telefonicznej? Odpowiedzieli, ze Moskwa jest zbyt duzym miastem aby miec ksiazke telefoniczna. A przeciez Nowy Jork jest wiekszy i ma ja? Na to juz sami nie wiedzieli, jak odpowiwedziec. Albo dlaczego nie moge dostac się do specfondu w raszala [???] mnie nieraz do swojego domu. Wprawdzie te odwiedziny sprowadzaly się glownie do choralnych spiewow, ale domyslalem się ze te dosc dziwna forme przyjeto jako bezpieczne obcowanie z cudzoziemcem.

W Moskwie poznalem miedzy innymi Zyda kaukaskiego, ktory -jak mowil- zostal postawiony przez tajna policje przed wyborem: albo bedziesz pracowal i studiowal w instytucie polskiej kultury w Kijowie, oczywiscie donoszac do nas, albo damy ci zla opinie polityczna. On wybral to pierwsze, ale w rezultacie wraz calym personelem tego komunistycznego zreszta instytutu zostal skazany jako szpieg na rzecz Polski i spedzil siedemnascie lat w obozie na dalekiej Polnocy. Jak mi powiedzial w zaufaniu jego przelozony, jak byl stalinowcem tak nim pozostal, mimo tego wszystkiego, co przecierpial.

Studiujac w Stanach Zjednoczonych w drugiej polowie lat piecdziesiatych spotkalem bardzo wielu zyczliwych Amerykanow. Bylem czesto zapraszany do rodzin miejscowych; koledzy na uczelni bardzo zyczliwie mi doradzali; pracowalem w spoldzielni studenckiej gdzie sami przygotowywalismy sobie posilki; mialem mily i ciekawy pobyt w domu miedzynarodowym; pracowalem w kalifornijskiej papierni wylacznie z czarnymi, ktorzy zreszta po calonocnej pracy podrzucali mnie do domu; bralem udzial w bardzo milym miedzynarodowym obozie letnim organizacji, z ktora mam kontakt do dzis dnia (niedawno pomoglem im urzadzic pobyt zbiorowy w Polsce). Pozostawiwszy zone sama w Polsce i czujac się samotny - tym bardziej do dzis dnia jestem wdzieczny za mnostwo serdecznosci jakiej doznalem w ciagu moich poltorarocznych studiow zapoczatkowanych stypendium od jednej z nowojorskich fundacji.

Moj opiekun naukowy, profesor Stanislaw Ossowski, poparl moje podanie i potem zreszta uzyskalem u niego doktorat na podstawie ksiazki opartej na moich amerykanskich studiach i doswiadczeniach. Amerykanski profesor, ktorego asystentem bylem przez pewien czas, po latach sprowadzil mnie na wyklady goscinne w swojej uczelni. Tak wiec wiele z tego, co zdzialem w zyciu zawdzieczam cudzej zyczliwosci, bez ktorej zycie traci swa barwe. Sadze, ze bardzo krzywdzimy sobie wzajemnie i uszczuplamy nasze dobro narodowe zalujac sobie nawzajem elementarnej zyczliwosci. Swoja droga wielu ludzi jest przykrych dla innych dlatego, ze nie potrafia znalezc samych siebie, docenic to, co maja i przestac gryźć się tym, ze tego lub innego jeszcze nie maja. Szczesliwosc jest w nas samych i musimy byc gotowi odkryc te oczywista prawde.



Spis treści