Aleksander Matejko - Wspomnienia


TAKIE ŻYCIE

____________________________________________________________



Niemal wszystkich ludzi mojego pokolenia miazdzyly okrutne systemy, w ktorych takie slowa jak Gestapo, UB, oboz, wiezienie, przesluchanie, itd, mialy swa zlowieszcza wymowe. Mnie udalo sie szczesliwym trafem (nic dziwnego, ze wierze w Aniola Stroza) wzglednie malo bolesnie przeslizgnac sie, za co jestem wdzieczny glownie rodzicom (on inzynier mechanik zaocznie skazany na smierc przez Bolszewikow pod koniec pierwszej wojny swiatowej ale ocalal, matka adwokat) oraz dobrotliwej zonie (historyk) oraz corce (rzezbiarka i malarka) i zieciowi (profesor chemii teoretycznej) i obu wnuczkom. Nic dziwnego, ze zostalem spoldzielcą (Studium Spoldzielcze UJ zamknieto niedlugo po moim ukonczeniu go), a potem socjologiem; do dzis jestem dumny, ze doktoryzowal mnie czlowiek tak swiatly i samodzielnie myslacy, jak Stansilaw Ossowski.

W sferze spoldzielczosci Jan Wolski, z ktorym zreszta nie zgadzalismy sie swiatopogladowo (ale bylismy serdecznymi przyjaciolmi) natchnal mnie na zawsze wizja systemow alternatywnych opartych na zaradnosci zbiorowej i uspółdzielczeniu pracy najemnej (pod komuna spoldzielczosc najpierw zwyrodniala, a potem ja upanstwowiono). Tadeusz Kotarbinski, Maria Ossowska i Edward Lipinski ze starszego pokolenia, a Adam Podgorecki i Zygmunt Skorzynski z mojego pokolenia wywarli na mnie znaczny wplyw. Jakos nigdy moj katolicyzm nie zostal zachwiany, ale tez i nie nawiazalem flirtu z grupa Piaseckiego bo po prostu nie chcialem zyc z religii, i to jeszcze w jej spospolitowanej wersji.

Podczas wojny bylem wpierw praktykantem lesnym, potem w obozie pracy przymusowej i w budownictwie, ale tez udalo mi sie ukonczyc technikum melioracyjne. Po wojnie studiowalem socjologie w Krakowie, a potem w Warszawie. Potem pracowalem krotko w centrali spoldzielni ludowo-artystycznych, redakcji czasopisma dot. pracy i opieki spolecznej, nastepnie w Instytucie Budownictwa Mieszkaniowego (bylo tam dobrze jak na najgorszy okres stalinizmu). Wiele zawdzieczam Klubowi Krzywego Kola, ktory bardzo pomogl mi skrystalizowac moj spoleczny swiatopoglad w duchu demokracji i dyskusji rownych z rownymi.

Potem Aniol Stroz zadzialal powtornie (przedtem znalazl mi miedzy innymi bardzo dobra zone) i cudem dostalem amerykanskie stypendium na studia w USA, ktore radykalnie zmienilo na lepsze moje perspektywy zawodowe. Gdy po dwoch latach pobytu za granica wrocilem do Polski otwarla mi sie mozliwosc uczenia i publikowania, gdyz mimo wszystko nawet rodzimi antyamerykanie byli ciekawi moich doswiadczen i tego, czego nauczylem sie za granica. Dosc czesto spotykalem cudzoziemcow i wprawdzie bylem pod inwigilacja (jak oficjalnie poinformowano mnie o tym po obaleniu komunmy) ale moglem swobodnie funkcjonowac w nauce w Uniwersytecie Warszawskim (gdzie w bibliotece do dzis sa liczne moje prace), Tow. Naukowym Organizacji i Kierownictwa, na roznych kursach wieczorowych itd.

Gdy oficjalnie oswiadczono mi w owczesnym Ministerstwie Szkolnictwa Wyzszego, ze nie mam co liczyc ani na fundusze badawcze ani na profesure (bylem docentem hab. ) wyjechalem z rodzina na dwuletnia goscinna profesure w Uniwersytecie Zambii, a potem byla tragedia Czechoslowacji i zamiast wrocic do kraju zamieszkalismy w Kanadzie, gdzie uczylem w uniwersytecie Alberty do 1992-ego roku. Do ksiazek wydanych po polsku dolaczyly sie ksiazki wydane w USA na temat socjologii organizacji, spoleczenstwa polskiego i biurokracji oraz liczne artykuly w czasopismach miedzynarodowych.

Uczylem poza tym w roznych innych uniwersytetach w Kanadzie, jak i poza Kanada: 1974-75 Ottawa, 1975-76 Oksford, 1979 Goteborg, 1983 Francja, 1986 Niemcy Zach. i Kaszmir, 1986-87 Wieden, 1989-90 Bergen, 1993 Szczecin i Nowy Sacz, 1994 Poznan, 1996-97 Gdansk.

Na miejscu w Edmonton (Kanada) oboje z zona prowadzilismy i prowadzimy dzialalnosc polonijna, zreszta nie zawsze mile widziana przez otoczenie: pogadanki w polskich programach radiowych, dzialalnosc organizacyjna i wydawnicza (oboje z zona sporo publikowalismy w prasie polsko-kandyjskiej i w pismach polonijnych innych krajow), imprezy kulturalne. Ja osobiscie mialem ambicje powiazania miejscowej Polonii ze srodowiskiem uniwersyteckim (podobnie jak to znakomicie udalo sie miejscowym Ukraincom), ale nie bylo dostatecznego zrozumienia i poparcia wsrod rodakow. Moze i lepiej, bo w odwrotnej sytuacji bylibysmy oboje nazbyt zajeci z uszczerbkiem dla rodziny.



Spis treści