
POGODZENIE SIĘ

Nieraz bardzo trudno nam pogodzic sie z faktem, ze chorujemy. Stosunkowo rzadko mamy powody, aby winic samych siebie, ale zawsze mamy trudnosc pogodzic sie z cierpieniem, bolem, niemoznoscia funkcjonowania tak jak przedtem, gdy bylismy zdrowi, oderwaniem od naszych codziennych obowiazkow i przyzwyczajen. Ludzie szczegolnie ruchliwi w swym zyciu dotychczasowym cierpia szczegolnie, gdyz porownuja sie na niekorzysc do czego przedtem byli zdolni. Obserwujemy uwaznie siebie samych w nowym stanie rzeczy i przykro traktowalismy jako oczywiste. Kobiety, zwlaszcza te wiecznie ruchliwe, bardzo trudno godza sie na swa nieprzydatnosc. Mezczyzni sa stosunkowo bardziej przyzwyczajeni do lenistwa.
Ale choroba tez ma swoja uzyteczna funkcje, a mianowicie zmusza nas do przewartosciowania naszego dotychczasowego zycia, zastanowienia sie nad samymi soba, godzenia sie z malym i coraz mniejszym, spojrzenia inaczej na nasze plany zyciowe i oczekiwania, odzegnania sie od zlych nawykow, gruntownego przestawienia sie w stosunku do mozliwosci ograniczonych, kore nam pozostaly. "Jak sie nie ma co sie lubi to sie lubi co sie ma" - to porzekadlo przydaje sie nam zwlaszcza w chorobie.
Nawet przy wszystkich naszych ograniczeniach zawsze mozemy i powinnismy tworzyc sobie swiat na nasze aktualne mozliwosci: cieszyc sie z rzeczy malych, ktore dotad nie zauwazalismy jako oczywiste, probowac zachowac cierpliwosc, nie rozpamietywac zapamietale co bylo i czego juz nie ma i nie bedzie, starac sie byc nadal jako tako przydatnym w granicach nowych mozliwosci. Wada, ktorej trzeba unikac za wszelka cene jest nieustanne absorbowanie soba osob bedacych w poblizu, na przyklad zameczajac je naszymi wlasnymi sprawami tylko dlatego, ze aktualnie nie jestesmy w stanie sami zajmowac sie nimi.
Kazda rzeczywistosc jest nowa w tym sensie, ze przestaja sie liczyc zalozenia dotychczasowe. "Co bylo i nie jest nie pisze sie w rejestr!" Rozpamietywanie nieustanne tego, co stracilismy bedac w chorobie, uczyni nas uciazliwymi dla otoczenia, a zwlaszcza dla dzieci, na ktorych sympatii powinno nam szczegolnie zalezec.
Los zsyla na nas doswiadczenia jedno po drugim i sprawdzamy sie jako ludzie dzwigajac coraz to nowe ciezary. Oczywiscie, nie jest to silne pocieszenienie, ale lepsze to niz nic. Warto sobie przeczytac jeszcze raz "Jeden dzien Iwana Iwanowicza", jak ten wiezien nieslusznie zeslany do sowieckiego obozu pracy rostrzasa dobre strony dnia, ktory spedzil na glodzie i chlodzie, ciezko pracujac niemal za nic. A przeciez potrafil wykrzesac z siebie ufnosc i czesciowe chocby samozadowolenie. Ja sam pamietam czas w obozie pracy slotnym i blotnym, gdy zazdroscilem ludziom za drutami człapącym swobodnie po blocie.