
WRÓG

Oszpecanie wroga jest powszechnie stosowanym zabiegiem, ktory ma nam ulatwic zadanie zalatwienia na nie tego lub innego, ktorego wytypowalismy albo ktory zostal nam nalozony. W tym zabiegu oszpecajacym istnieje zawsze obawa, ze sami siebie wprowadzimy w blad wyolbrzymiajac jedne cechy a umniejszajac inne cechy. Karykaturalne wyobrazenie kogos jako uosobienia szpetoty fizycznej i moralnej poprostu nie pozwala powaznie odniesc się do przedmiotu naszej odrazy i faktycznie wyklucza wszelkie polubowne zalatwienie sprawy, ktore zawsze powinno byc w zanadrzu bo takie jest po prostu zycie, ze "raz na wozie a raz pod wozem" i bardzo czesto lepiej ugodzic się niz pozostawac w zacieklym konflikcie na ktorym obie stron traca coraz wiecej im zacieklosc rosnie.
Nie tylko innych swiadomie lub podswiadomie wprowadzamy w blad, ale przede wszystkim nasze wlasne widzenie rzeczywistosci zostaje dalece przycmione: samooszukujemy się, usilujemy za wszelka cene siebie przekonac o nikczemnosci przeciwnika, gromadzimy fakty przemawiajace za nasza skrajna teza a pomijamy lub lekcewazymy fakty przeczace tej wlasnie tezie, robimy wszystko aby nabrac animuszu do walki, sklonni jestesmy przeceniac wlasne szanse i niedoceniac szans przeciwnika, mobilizujemy się emocjonalnie nieraz niewspolmiernie do przedmiotu sporu, glosimy wszystkim wokol jak nikczemny jest ten nasz wrog.
Niektorzy osobnicy podatni do irytacji wprost nie moga zyc bez wroga tego lub innego gdyz ich emocjonalnosc tego wlasnie bezwzglednie wymaga aby byc przeciw komus o cos przerastajacego wszelkie rozsadne granice. Co wiecej, istnieja spolecznosci gleboko przezarte konfliktami majacymi swa uswiecona lokalna tradycje i wlokacymi się z pokolenia na pokolenie. Zycie na "nie" niektorym ludziom po prostu dogadza. Na przyklasd, mialem przez cale lata kolege po fachu, ktory wprost nie mogl zyc bez konfliktow, ktore sam prowokowal raz po raz, chytrze powtarzajac, co rzekomo lub prawdziwie jeden do drugiego z nas mial za zle i pysznil się tym, ze wiedzial cos negatywnego o kazdym z nas.
Taka radosc ze zlego jest niezbedna zwlaszcza tym osobom, ktore same nie maja o sobie dobrego mniemania i chce się podratowac udowadnianiem sobie i innym, ze inni sa faktycznie jeszcze gorsi od nich. Oczywiscie, to wszystko nie jest bez powaznych konsekwencji dla danej spolecznosci, w ktorej maja szerokie pole do popisu osobnicy spiskujacy na domniemanych wrogow. Przede wszystkim powstaje atmosfera niepewnosci, bo kto faktycznie chce byc posadzony o to lub o inne? Obcy sa nieraz wciagani w te wewnetrzne spory bo juz samo ich zaangazowanie podnosi na duchu tych, ktorzy chca nimi umiejetnie posluzyc sie, aby tym skuteczniej uderzyc jeden drugiego. Poza tym obcy bywa nieraz traktowany jako mniej lub bardziej naiwny a wiec podatny do manipulacji. Z reguly tak bywa, ze miejscowi ludzie posluguja się wlasnie obcymi aby skutecznie rozprawic się jeden z drugim. Na przyklad, do tak zwanej "mokrej roboty" nieraz najmuje się wlasnie obcego, a wiec trudnego do rozpoznania i przylapania gdyz w danym srodowisku ludzie go nie znaja.
W przypadku okupowania kraju przez obce sily nieraz ludzie miejscowi zalatwiaja porachunki miedzy soba skladajac odpowiednie donosy do okupanta, aby ten skutecznie zadzialal posrednio na ich wlasna korzysc. Takie wlasnie donosy bylo stosunkowo czeste podczas Drugiej Wojny Swiatowej we Francji, a nie braklo ich takze w Polsce.
W srodowiskach emigracyjnych tez nie sa rzadkie porachunki polegajace na skladaniu donosow jeden na drugiego z interesu albo po prostu tylko ze zlosci. Donosiciel czerpie dume z mozliwosci ugodzenia kogos i w ten sposob pokazania sobie samemu jaka to sile przebicia on posiada, co zreszta nieraz prowadzi do pokatnego chwalenia się jak to on jest powaznie traktowany przez miescowe organa policyjne lub wywiadowcze. To wszystko jest w rzeczywistosci zalosne nie tylko ze wzgledu na smutny stan moralny danego donosiciela obrzucajacego blotem innych dla sprawienia sobie przyjemnosci, ale takze ze wzgledu na zagrozenie wzajemnemu zaufaniu ludzi miedzy soba, ktorzy zaczynaja bac się jeden drugiego, domyslac się kto i jak komu szkodzi i patrza na siebie nawzajem z podelba.
"Milujcie nieprzyjaciolow Waszych!"-to ewangeliczne wezwanie jest oczywiscie bardzo trudne do realizacji ale bez niego nie moze byc nawet mowy o jakimkolwiek stalym pokoju. Trudno jest chocby nawet tolerowaniu wroga nie mowiac juz o kochaniu go. A jednak. . . Nieraz oszukujemy samych siebie i nasze otoczenie nie dopuszczajac do swiadomoscie ze nie tylko oni nam ale takze my im wyrzadzamy zlo. Opowiadal mi kiedys dobry kolega jak mordowal dzieci i kobiety obcej narodowosci w odwecie za to samo wyrzadzone uprzednio rodakom. Ktos przeciez musi przerwac lancuch wzajemnych gwaltow i sam zaproponowac pojednanie. Zalosne jest widziec chocby malzonkow beznadziejnie zaplatanych w walke wzajemna do ostatniego tchu w imie prawdiwych lub rzekomych krzywd. Osiagnac taki spokoj sumienia i nerwow aby nie dac się sprowokowac partnerowi, przebaczyc i zapomniec, opanowac wlasne sklonnosci do gniewu i zalosci, byc konstruktywny mimo wszystko - to jest wyzwanie w stosunku do kazdegho z nas i stajemy się cichymi bohaterami jesli nas stac na przebaczenie, wyciagniecie reki. Jest wielu nawet zdecydowanych chrzescijan, ktorych nie stac jest na prawdziwe przebaczenie i zapomnienie gdyz ich zycie psychiczne jest faktycznie oparte na zapamietalym poczuciu zaznanej krzywdy . Co gorsze, jest to nieraz krzywda urojona, albo te swietoszki sa tak zapamietale w swej rzekomej doskonalosci moralnej, ze rozdaja ciosy ludziom wokol nawet nie zastanawiajac się nad tym. O takich kiedys Chrystus mowil jako o grobach pobielanych. W kazdymm z nas jest cos z Faryzeusza koncentrujacego się na zewnetrznej poprawnosci podczas gdy w duszy panuje pieklo. A co wiecej, jest nieraz modna cnota na pokaz.
Budowanie pomostow do tych, ktorych nie lubimy, mamy do nich mniej lub bardziej uzasadniony zal, jestesmy zapamietali w stosunku do nich, jest wprost niezbedne dla panowania porzadku spoleczno-moralnego. Probujmy byc konstruktywni w stosunku do innych i nie wyzywajmy się w szkodzeniu im. Jest cos gorszacego w nieustannej podejrzliwosci, doszukiwaniu się cudzych wad, zbieraniu wszelkich danych majacych swiadczyc zle o ludziach, obnoszeniu wlasnej rzekomej doskonalosci kosztem obnizenia cudzych walorow. Zycie jest przeciez dostatecznie szerokie aby się w nim zmiescili bardzo rozni ludzie, a szukanie za wszelka cene kozla ofiarnego nas wrecz kompromituje.