Aleksander Matejko - Wspomnienia


POMOC WZAJEMNA

____________________________________________________________





Jak dalece warto jest wychodzic na przeciw tym, ktorzy sami sobie pomoc nie chca czy nie potrafia? Zyjemy ciagle jeszcze w swiecie, ktory zaklada wrecz koniecznosc wyrownywania szans na koszt publiczny, ale ogromny i mimo tego stale nie zadowalajcy zakres pomocy innym bedacym w potrzebie jest coraz bardziej poddawany w watpliwosc co do jego owocnosci. Ksiazka R. J. Herrnsteina i Ch. Murraya (The Bell Curve, Nowy Jork:The Free Press) udowadnia, ze sukces idzie w parze z inteligencja, a ta jest w sporej mierze dziedziczona, ale takze jest zroznicowana zaleznie od rasy i pochodzenia etnicznego. W kazdym razie jednak nie mozna i nie trzeba przywiazywac zbyt duzego znaczenia do inteligencji, bowiem rowniez inne talenty odgrywaja bardzo wielka role.

Jesli ktos jest leniwy, nieslowny, samolubny, niezyczliwy do innych to niewiele mu pomoze ze jest jednoczesnie wprost blyszczaco inteligentny. Nie mozna i nie trzeba usprawieldliwiac zupelnego braku innych cnot tylko tym, ze potrafi sie olsnic otoczenie, szybko kojarzyc fakty i wyciagac z nich prawidlowe wnioski, byc pomyslowy, dysponowac dobra pamiecia, poprawnie rozumowac.

Wogole na poziomie wysoko rozwinietej techniki i wiedzy naukowej nastapilo ogolne przecenienie tego, co pasuje jak ulal do sukcesu materialnego, natomiast niedocenienie walorow moralno-spolecznych, ktore sa przciez podstawowe dla wszelkiego ladu miedzy ludzmi zarowno pojedynczo jak i zbiorowo. Co z tego, ze umie sie obecnie skutecznie usmiercac cale wielkie zbiorowiska ludzkie jesli jednoczesnie nie umiemy skutecznie godzic ludzi ze soba, doprowadzac do powszechnego pokoju, a nawet byc jako tako przyjemny lub wrecz chocby znosny jeden dla drugiego? Wymyslne techniki reklamowe i propagandowe pozwalaja skutecznie wciskac rozne towary i uslugi wielkim masom konsumenckim, ale obok tego nastepuje powszechny proces wyobcowania, utraty zaufania wzajemnego, nasilenia roznego rodzaju niebezpieczenstw w zyciu osobistym i publicznym.

Nie tylko wychowanie mlodziezy nawala, ale takze i system karania przestepcow okazuje sie nieskuteczny, mimo ze jest coraz drozszy. W tych wszystkich problemach, ktore staja sie dla nas coraz bardziej dotkliwe, sama tylko inteligencja juz nie wystarczy, gdyz trzeba takze wyostrzonego sumienia, poczucia obowiazku w stosunku do innych, wzajemnego zaufania. Za duzo dotad oczekuje sie od umyslow, a za malo od serc, bez ktorych zycie osobiste i zbiorowe zostaje bardzo zubozone.

Ludzie skadinad majacy wielkie talenty intelektualne potrafia nieraz zrujnowac zarowno wlasne istnienia jak tez i cudze, postepujac wysoce samolubnie, nie liczac sie z cudzym interesem, bedac nietaktowni, lekcewazac wszystko, co nie przynosi im bezposredniego pozytku, traktujac wszystkich innych wysoce uzytkowo. I co z tego, ze sa wzietymi naukowcami, popularnymi artystami, wplywowymi politykami, jesli wieje od nich sobkowstem, manipulacja, nieograniczona niczym interesownoscia, ogolnym chlodem?

Ci ludzie nieraz rujnuja swoje i wlasne istnienia bo sa sami przezarci cechami wysoce ujemnymi:pycha, pogarda dla slabych, tanim kunktatorstwem, niezyczliwoscia do innych, daleko idacym wyrachowaniem, oziebloscia, poczuciem absolutnej wyzszosci - podczas gdy uprawiaja wyrafinowana gre pozorow aby usidlac innych, zrobic dobre wrazenie, wykorzystac cudze przywary i slabosci, usidlac swe ofiary i wykorzystac je do cna. Tak na przyklad nawet na uniwersytetach i w instytucjach badawczych nieraz prywata dochodzi do decydujacego glosu, gdy "uczeni mezowie" o wybujalych ambicjach nadaja ton, starannie przebierajac w ludziach li tylko z pozycji osobistej wygody i przydatnosci, nie troszczac sie, czy aby nowy narybek zyskuje na dluga mete w oparciu o dobry przyklad odgorny.

Skrajna malostkowosc i wyrachowanie dyktuja gre pozorow kamuflujacych mniej lub bardziej udatnie li tylko chec "uczonych mezow", wyzyskac dla siebie wszystko co mozliwe nic wzamian nie dajac nikomu. Swoja droga konkurencja na rynku naukowo-akademickim bywa nieraz bardzo ostra i aby utrzymac sie na tym trudnym rynku poszczegolni partnerzy gry postepuja bezwzglednie jeden wobec drugiego.

Wspominam z rozrzewnieniem moich wlasnych mistrzow uniwesyteckich: Stanislawa i Marie Ossowskich, Tadeusza Kotarbinskiego, Eugeniusza Romera, Jana Wolskiego i innych. Oni bardzo wychodzili naprzeciw swym uczniom. Na przyklad slynny geograf Romer stale chodzil na wycieczki naukowe ze studentami w okolice Krakowa i byl nad wyraz przystepny, ale to bynajmniej nie oznaczalo spoufalania sie zbytnio -zawsze pamietal, ze jako nauczyciel i wychowawca ma dawac jak najlepszy przyklad. Tak samo oboje Ossowscy byli stale otoczeni calym gronem ludzi mlodych, ktorzy do nich lgneli. Ossowski byl abstraktem i pamietam taka anegdotyczna sytuacje: Na przyjecie w ich domu z okazji jego imienin przyszedlem jako pierwszy i Ossowski bawil mnie rozmowa, ciagle czestujac tymi samymi ciastkami. Kontynuowal to czestowanie mnie nawet wowczas, gdy mieszkanie zaroilo sie goscmi. Sadze, ze zona powiedziala mu, aby czestowal gosci, a on przy swym roztargnieniu ograniczyl sie do czestowania wylacznie mnie.

Tadeusz Kotarbinski, mimo ze byl zdecydowanym ateista tolerowal mnie zdecydowanego chrzescijanina i nigdy nie doznalem od niego zadnej dyskryminacji mimo, ze dosc naiwnie poddawal sie akcji sfer marksistowsko- ateistycznych, ktore faszerowaly go przekonaniem o rzekomo nienawistej akcji w stosunku do wszystkich niewierzacych ze strony kosciola katolickiego.

Jan Wolski byl ateista i masonem, ale wspolpracowalismy zgodnie, mimo dzielacej nas roznicy swiatopogladowej. O ile wsrod rzadzacych wowczas marksistow panowala powszechnie pycha i programowa pogarda dla wszelkiej innosci, to natomiast na wyzynach inteligencji laickiej panowala dosc znaczna otwartosc Swoja droga czesc tej inteligencji naiwnie zakladala, ze marksisci byli mniejszym zlem dla nich anizeli kosciol katolicki.

Jeden z zapalonych wolnomyslicieli a moj kolega po fachu kiedys mial wyklad do aktywu partyjnego na szczeblu KC PZPR jak skutecznie zwalczac ideologie katolicka. Nie zdawal sobie sprawy, ze mowi do cynikow i oportunistow, ktorzy nie mieli zadnych przekonan, a zarazem zadnej sily intelektualno-moralnej. Co wiecej, nie lezalo w ich osobistym interesie zadzierac z potega moralna kosciola.

Autentycznosc intelektualno-moralna naraza nieraz na klopoty jej nosicieli, ale zarazem daje sile pozwalajaca przetrzymac najgorsze. Trzeba zdobyc sie na skromnosc akceptacji tego co dane i nierozpaczania tylko dlatego, ze osiaga sie mniej niz oczekiwane. Ostatecznie nasz los jest nam odgornie dany i trzeba z nim godzic sie jako tako, choc oczywiscie nie zaprzestajac zabiegow aby nim pokierowac zgodnie z naszym zyczeniem. To co jest, jest lepsze od tego co by bylo w innym ukladzie, bo nigdy nie wiemy napewno, ze to inne byloby lepsze - tak sugerowal Taduesz Kotarbinski. Cieszmy sie wiec z tego, co mamy i starajmy sie robic dobra mine do zagadkowej dla nas wszystkich bez wyjatku gry zycia. A jesli potrzebujemy podniety w tym wzgledzie, to zobaczmy film "Le colonel Chabert" z Gerardem Depardieu! O losie pulkownika, ktory cudem zostal przywrocony do zycia po to tylko, aby potem miec klopot z zona, ktora juz przejela caly jego majatek i bynajmniej nie chciala dzielic sie z nim ani tez go uznac za zywego.

Spis treści