
MARZENIA/RZECZYWISTOSĆ

Podobno kleski ucza wiecej i lepiej anizeli zwyciestwa. Ale z drugiej strony potrzeba nam wszystkim otuchy, a tej bynajmniej nie osiaga sie wlasnie z tych pierwszych. Moim zdaniem, które jest zreszta bardziej mysleniem zyczeniami anizeli konstatowaniem rzeczywistego stanu umyslu i serca, trzeba nam wszystkim w zasadzie godzic sie z losem, a zarazem starac sie jako tako odczytac wyzsza intencje w tym, co z nami dzieje sie. Gdyz chyba nic nie dzieje sie li tylko z czystego przypadku, a we wszystkim jest zawarte jakies poslanie, nad którym warto gleboko zastanowic sie, aby nie popasc w niepotrzebne tarapaty, zgubic droge, zmarnowac dane nam szanse, zatracic sie w rzeczach i sprawach w gruncie rzeczy blahych, przejmowac sie szczególami natomiast stracic z pola widzenia cos naprawde waznego.
W moim i zreszta nie tylko moim zyciu przypadek oczywiscie gral wielka role: na przyklad po zebraniu nowo dozwolonego Polskiego Towarzystwa Socjologicznego w Warszawie w 1956-tym roku nie moglem zasnac (po zebraniu poszlismy gromadka na wino i wypilem go dosc sporo) i rozmyslalem miedzy innymi o ogloszonej przez prof. S. Ossowsklego, przewodniczacego PTS-u, mozliwosci otrzymania stypendium amerykanskiego. Nikt z zebranych nie potraktowal powaznie, aby bylo mozliwe wyjechanie okresowe do USA, ale ja nastepnego dnia zglosilem moje zainteresowanie i o dziwo to wlasnie stypendium otrzymalem. Mój niemal dwuletni pobyt w USA faktycznie zmienil radykalnie cale moje zycie zawodowe, zwlaszcza ze politycznie i ideologicznie nie bylem dobrze widziany w Warszawie, gdzie w ówczesnym ministerstwie szkolnictwa wyzszego oswiadczono mi oficjalnie i bezpardonowo, ze awans na profesora jest dla mnie zamkniety, a to samo dotyczy tez wszelkich funduszów badawczych - zreszta niedlugo potem usunieto mnie z pracy w Uniwersytecie Warszawskim jeszcze w trakcie Zambii.
Do dzis jestem serdecznie wdzieczny moim ówczesnym przesladowcom, ze pozbyli sie mnie z kraju i tym samym niejako przesadzili o mojej wrecz koniecznosci urzadzenia sie za granica na wiele lat, czego bynajmniej nie zaluje a przeciwnie: wiele mnie to nauczylo i pomoglo. Zreszta nigdy nie zaluje tego "tulaczego losu", ktory po koleji zawiódl mnie do Czechoslowacji (badania ruchu spóldzielczego 1946-47), Rosji (1962), Chin (1963), USA (1957-59), Zambii i Unii Afryki Poludniowej (1968-1969), Kanady (1970-), Anglii (1975-76), Szwecji (1979), Francji(1983), Niemiec, Indii i Austrii (1986-87), Norwegii, Wegier i Czechoslowacji (1989-90) a od 1989-ego roku raz po raz równiez do mojego kraju ojczystego, wpierw jako ochotnik kanadyjski uczacy w Uniwersytecie Szczecinskim, Amerykansko-Polskiej Szkole Biznesu i Francusko-Polskiej Szkole Informatyki i Telekomunikacji, a potem jako jednoroczny profesor zwyczajny Politechniki Gdanskiej (od pazdziernika 1996).
Zreszta w mojej kanadyjskiej siedzibie, Edmonton, bylem i jestem czynny w tamtejszym zyciu polonijnym jako wieloletni komentator radiowy i telewizyjny, wspólzalozyciel Towarzystwa Kultury Polskiej, autor artykulów w paryskiej "Kulturze", londynskich "Wiadomosciach", nowojorskim "Nowym Dzienniku", norweskiej "Kronice" oraz oczywiscie w prasie polsko-kanadyjskiej.
Glówna dziedzina mojej dzialalnosci zawodowej byla i jest socjotechnika to znaczy naukowo podbudowane ksztaltowanie pozytywnych stosunków miedzyludzkich zwiazanych z realizacja konkretnych zadan w tym przypadku gospodarczych. Jestem w tym wzgledzie kontynuatorem tradycji naukowej T. Kotarbinskiego (Zasady sprawnego dzialania), A. Podgóreckiego (Zasady socjotechniki), J. Wolskiego (Samorzad spóldzielczy) i mój wlasny dorobek zarówno naukowo-wydawniczy (moje ksiazki i artykuly ukazaly sie glównie po polsku i angielsku, ale takze po rosyjsku, czesku i wegiersku) jak i dydaktyczny (glównie w Uniwersytecie Warszawskim oraz w Uniwersytecie Alberty, ale takze w szeregu innych uczelni wyzszych w USA, Anglii, Austrii i in.) sa skoncentrowane na spolecznej organizacji miejsc pracy, doradztwie organizacyjnym, zarzadzaniu, szkoleniu personelu kierowniczego. Ucze zarówno z podreczników amerykanskich jak i polskich i z reguly posluguje sie zarówno przezroczami modelowymi jak i filmami instruktazowymi. Tam gdzie mam ku temu sposobnosc (jak na przyklad przy szkoleniu w Kaszmirze w 1986-tym roku indyjskich administratorów lesnych) urzadzam gry kierownicze polegajace na rozwiazywaniu z góry zaaranzowanych przypadków typowych dla praktyki zarzadzania.
Chodzi mi zatem nie tylko o wiedze teoretyczna, ale takze o umiejetnosci praktyczne zwiazane z analiza przypadku, dokonaniem diagnozy problemu, ustaleniem postepowania zaradczego, przeprowadzeniem tego postepowania w wersji z góry wybranej, sprawdzeniem osiagnietych wyników i ich zachowaniem do nastepnego wykorzystania na przyszlosc. Bedac przez szereg lat wiceprezesem Komitetu Badawczego 26 dot. socjotechniki w Miedzynarodowej Unii Socjologicznej bralem udzial przez szereg lat w konferencjach miedzynarodowych dotyczacych socjotechniki bezposrednio lub posrednio. Dziele z moimi kolegami po fachu przekonanie o pozytku praktycznym i teoretycznym unaukowienia zarzadzania przez wykorzystanie ostrozne ale konsekwentne dorobku nauk spolecznych. Na przyklad jednym z moich zadan bylo i jest gromadzenie wniosków z badan socjologicznych i organizacyjnych majacych walor praktyczny. Oczywiscie, zaleznie od okolicznosci te wnioski maja takie lub inne zastosowanie i trzeba byc krytyczno-twórczym w przenoszeniu do praktyki tego, co dostatecznie sprawdzilo sie teoretycznie. Byloby niewybaczalnie naiwne dzialac pochopnie w tym wzgledzie.
Pojecie socjotechniki nieslusznie zostalo utozsamione w polskiej opinii publicznej z czyms wrednym, podstepnym, niegodziwym, niebezpiecznym. Sens pozytywny tego pojecia sprowadza sie do podbudowania dzialan praktycznych tym, co mozna wyluskac pozytywnego z uogólnien socjologcznych. Tak na przyklad wezmy nastepujace hipotezy dotyczace natury organizacji spolecznej:
1. Porzadek publiczny istnieje realnie tak samo jak poszczegolne ludzkie podmioty tego porzadku, ale ten ostatni ma wlasciwosci inne od tych, które dotycza osób. Porzadek spoleczny jest pojmowany przez ludzi jako cos odmiennego od nich i on trafia do nich od zewnatrz. On zarazem jest czescia ekosystemu który go warunkuje (Marven Olsen, Social Dynamics: Exploring macrosociology. Englewood Cliffs N. J.: Prentice-Hall 1991). Fakt, ze porzadek publiczny jest czyms zewnetrznym, stwarza trudnosc zaabsorbowania go przez obywateli. Jak wpoic im gotowosc wewnetrzna przyjecia go za swój wlasny? Im bardziej ludzie zyja tylko soba i nie ma w nich miejsca i potrzeby odpowiedniego rozszerzenia swego "ja" bardzo trudno lub wrecz niemozliwe jest przekonac ich do zaakceptowania porzadku publicznego jako swój wlasny. Chyba latwiej jednak im jest potraktowac siebie jako przyjaciól przyrody. Przeto mozna niejako przemycic do ich wyobrazni zwiazek scisly przyrody z porzadkiem publicznym.
2. Organizacja spoleczna jest porzadkiem publicznym krzepnacym w zwiazku z procesem realizacji przez spoleczenstwo jego celów i wartosci. Zgodnosc celów... Itd.
Nie chce nudzic za dlugo i za bardzo.