
WYROZUMIAŁÓŚĆ

W zasadzie powinnismy byc wyrozumiali na ludzkie przywary i zdobyc sie na znaczny zasob cierpliwosci, bo przeciez sami nie jestesmy swieci i innym potrafimy naprzykrzyc sie, zwlaszcza gdy idzie o osoby od nas tak lub inaczej zalezne, wiec gotowe mniej lub bardziej godzic sie z naszymi wadami.
Pamietam takie krotochwilne wydarzenie z poczatku mojej krotkiej zreszta kariery urzedniczej na przelomie lat czterdziestych i piecdziesiatych, gdy moj szef poprosil, abym pojechal tramwajem odebrac z jego mieszkania teczke z dokumentami, ktora mu byla w biurze pilnie potrzebna , a on absolutnie nie mogl sam wyjsc z pracy aby to zalatwic. Ja raczej wolalem okazje przewietrzenia sie na miescie, niz sleczenie w biurze i udalem sie na miasto dla wykonania tego latwego zlecenia. Otorzyla mi drzwi bardzo powabna i elegancka Francuzka, jego zona, ktorej nigdy przedtem nie widzialem na oczy i przede wszystkim zaprosila mnie na kawe i zaczela mila rozmowe, ktora zreszta pomogla mi pocwiczyc moj jezyk francuzki. Narzekala, ze sie nudzi i ze czasy byly wtedy rzeczywiscie trudne dla cudzozmieca.
Mnie ona oczywiscie podobala sie, ale bynajmniej nie bylo mi w glowie nawiazywac jakis romans z zona szefa. W kazdym razie chetnie romawialem i takze wspomnialem o mozliwosci spotkania sie w kawiarni aby kontynuowac w przyszlosci francuska konwersacje. Ona chetnie na to przystala i w tym momencie rozlegl sie zupelnie niespodziewanie glos kilkunastoletniej corki, widocznie podsluchujacej za drzwiami cala rozmowe: "Mamo nie sprawiaj tacie wstydu!". Na tym zakonczyl sie moj pobyt, bo pozegnalem sie i poszedlem. Nie poczuwalem sie do jakiejkoliwke winy, ale nastepnego dnia szef niedwuznacznie pienil sie w gniewie, choc nic mi nie powiedzial, bo zreszta rzeczywiscie nie mial powodu powiedziec cokolwiek. Zreszta potem rozszedl sie z zona i ona wrocila do swej rodzinnej Francji, i zreszta trudno dziwic sie, bo wtedy dola cudzoziemca z Zachodu w Polsce nie byla mila, a mezczyzna zonaty z Francuzka byl pod stalym podejrzeniem.
Wracajac do glownego tematu powiem tutaj, ze trzeba ludzi rozumiec nawet, jesli robia glupstwa mniejsze lub wieksze, gdyz niewyrozumialosc jest pycha, a wiec cecha bardzo brzydka. Jesli sami chcemy aby nam wybaczano, to postepujmy ogladnie z innymi.
Kazda eskalacja sprzecznosci interesow latwo przeradza sie spor ktory moze byc wrecz nieobliczalny w skutkach. Nigdy nie wiemy, jaka jest faktyczna granica cierpliwosci drugiej strony i jak ona zareaguje na to lub inne. Ludzie w gniewie sa nieobliczalni i dla wlasnego spokoju a nawet bezpieczenstwa nie nastepujmy innym nazbyt na ich nagniotki. Niestety jest wsrod wielu z nas sklonnosc do szukania kozla ofiarnego na ktorym bedziemy wyzywali sie dowolnie. Tak nieraz ma miejsce w malzenstwach, stosunkach miedzy rodzicami i dzecmi, traktowaniu podwladnych przez przelozonych itd. Sluzba wojskowa moze byc tortura, jesli zolnierze o pewnym stazu maja pelna moznosc znecania sie nad swymi mlodszymi kolegami, ktorzy obowiazkowa sluzbe dopiero rozpoczynaja. Ludzie mali duchem i zawistni potrafia znecac sie nad innymi tylko dlatego, ze ci znalezli sie w zasiegu ich mocy i nie moga skutecznie sprzeciwic sie.