
GODNE/NIEGODNE

Jako ludzie mniej lub bardziej towarzyscy dosc znacznie roznimy sie, co do oddalenia od bliznich. Sa przeciez okreslone kulturowo normy jak blisko wypada lub nie wypada trzymac sie jeden od drugiego. Gdy jeszcze podczas komunizmu zaczeli sie coraz czesciej pojawiac w Polsce zachodni cudzoziemcy nieraz dochodzilo do zabawnego ukladu: ludzie miejscowi chcieli zblizyc sie twarza w twarz a Anglosasi cofali sie do tylu aby tego uniknac, az wreszcie zostali przyparci do sciany.
Powszechne jest dotad, ze ludzie szczegolnie wazni nie chca byc bardzo blisko ludzi mniej waznych: im wieksza jest rozpietosc statusu, tym wieksza obowiazujaca odleglosc. Jednym z uzasadnien jest moznosc rzucenia sie na czlowieka waznego i nawet pozbawienia go zycia. Ale chyba jeszcze wazniejsze jest podkreslenie hierarchii waznosci. Przyklad z wlasnego zycia: w Warszawie podejmowalismy kiedys z zona wybitnego uczonego amerykanskiego, tez z zona. Po wielu latach spotkalem go sam na sam w sali konferencyjnej w zachodniej Kanadzie. Uwazalem, chyba nieslusznie, ze bedac znacznie wazniejszy ode mnie on sam powinien podejsc do mnie i zagadac mnie jesli zechce, bo bylem pewien, ze mnie poznal. On pewnie zas rozumowal odwrotnie i obaj ogladalismy w skupieniu obrazy, nie mowiac jeden do drugiego. Dzis sadze, ze smialo moglem do niego podejsc i przypomnic sie z Warszawy, bo chyba nawet on mnie pamietal i pewnie dziwil sie, dlaczego z nim nie rozmawialem.
Swoja droga on na tej konferencji jako Amerykanin byl obiektem ostrych atakow ze strony lewicowcow miejscowych i moze nawet calkiem nieslusznie pomyslal, ze ja moze od niego stronie. A ja znow widzialem w nim bardzo waznego czlowieka ktory moze nie chce miec nic do czynienia ze swiezym przybyszem z dalekiego kraju. Ostatecznie przeciez ci wazni wowczas polscy socjologowie orientacji prorzadowej oczywiscie stronili ode mnie, gdy wybralem Kanade jako miejsce stalego pobytu, a wiedzialem ze oni nadal byli w dobrych stosunkach z amerykanska wielkoscia. To mnie powstrzymywalo przed zainicjowaniem samemu tego kontaktu.
Nie jestem wcale za zbyt szybkim brataniem sie i dalej uwazam, ze lepiej byc w bezpiecznym dystansie w stosunku do innych, aby zachowac pelna osobista swobode i nie pozwolic sobie komus wlazic do duszy, bezceremonialnie rozpychac sie, byc natretny, wscibski i zadawac niedyskretne pytania. Kazdy z nas powinien miec swoja godnosc i poszanowanie cudzej innosci. Stad na przyklad tez uwazam, ze w jakichkowielk kontaktach, a przede wszystkim w dyskusjach publicznych, trzeba zachowac nie tylko wlasna godnosc ale tez godnosc ewentualnych przeciwnikow i nie robic z grona dyskusyjnego czegos w rodzaju meczu piesciarskiego. Jesli nie zgadzamy sie z kims to jednak szanujmy go i nie pozwolmy sobie na wycieczki osobiste, a przy tym zakladajmy, ze przeciwnik ma dobre intencje, nawet jesli mamy co do tego powazne watpliwosci. Przykladem jest dla mnie sposob jak moj mistrz, profesor Stanislaw Ossowski, bronil sie meznie i godnie w stosunku do gorszacych atakow na niego ze strony komunistycznych studentow-bojowkarzy w latach stalinizmu. Owczesni jego wrogowie skrajnie zmienili po latach swe stanowiska ideowo-poznawcze, albo nawet stali sie wrecz antymarksistami.