
MĄDROŚĆ WĄTPLIWA

W nas ludziach jest szereg roznych mozliwosci i realizujemy je lub nie zaleznie od okolicznosci, ale takze chocby po czesci z wlasnego wyboru. Warto przypomniec sobie chocby Szwejka , ktory zyl wcale niezle jako przyglup chytrze realizujacy swoje plany pod maska skutecznie chroniaca go przed ewentualnymi sankcjami. Udawanie kogos, kim sie w rzeczywistosci nie jest bywa czestsze niz mogloby wydawac sie na oko. Nawet Stalin, zwlaszcza w stosunku do politykow zachodnich, gral poczciwego chlopka-roztropka i owijal ich wokol swojego palca.
Ludzie majacy nieuczciwe zamiary w stosunku do innych przywdziewaja takie oblicza, ktore pozwalaja im skutecznie omamic wybrane ofiary. Mimikra jest nieraz wprost mistrzowska. Co wiecej, bywa tak, ze udawanie kogos, kims sie w istocie nie jest, wchodzi tak w krew danego osobnika, ze on czy ona sami zatracaja roznice miedzy rzeczywistoscia i fantazja. Mozna wzyc sie calkowicie w dana role, czuc sie w niej znakomicie, odnosic sukcesy w oparciu o falszywe przeslanki. Nie kazdy, kto nas naciaga na cos niekorzystnego robi to ze swiadomoscia wyrzadzanej krzywdy. Ktos moze uchodzic za gorliwego chrzescijanina i sam o tym jest swiecie przekonany, a jednoczesnie nie zastanawiac sie glebiej co to znaczy byc takim wlasnie chrzescijaninem. Kogos moga trawic zle emocje a jednoczesnie ta osoba wydaje sie sama sobie byc bogobojna, zgodliwa, zyczliwa dla bliznich.
Rzetelne rozpoznanie samego siebie to jest przypadek ani czesty, ani oczywisty. Kamuflaz wielu z nas bardzo odpowiada i prawda wydaje sie zbyt gorzka aby jej pragnac. Komu z nas faktycznie chce sie zrezygnowac dobrowolnie z mnostwa oslon, ktore skutecznie wprowadzaja innych w blad co do nas? Oczywiscie, sa przypadki skrajne, gdy ktos podszywa sie pod tytul naukowy, powoluje sie na rzekoma komitywe z wybitnymi osobami, albo rosci sobie bezczelnie cudze zaslugi. Ale rowniez na codzien klamstwa i klamstewka sa na porzadku dziennym, otulone w plaszcz fachowosci, poczciwosci i wogole cnoty przebiegle manipulacje personalne sa rynsztunkiem w ukladaniu stosunkow miedzyludzkich.
Ci, ktorzy bawia sie w te oszukancza gre nieraz zupelnie nie zdaja sobie sprawy, ze sami traca najwiecej, gdyz przede wszystkim zyja na niby slizgajac sie po rzeczywistosci, ale nie wnikajac w nia. Madrosc i autentyczna poczciwosc wymagaja rozrachunku z samym soba, a nie liczenia, ze innych zwabi sie na wlasne podworko, zagada sie ich, oczaruje i nastepnie wyrzuci jak brudna scierke. Autentyczna madrosc oparta jest nie na robieniu powierzchownego wrazenia i sukcesach materialno-towarzyskich ale na siegnieciu wglab, do trzewi istnienia.
Nie przypadkiem medrcy tradycyjni staraja sie zyc na uboczu, zdala od zgielku zycia doczesnego, w warunkach sprzyjajacych skupieniu i wejrzeniu wglab a nie tylko wszerz. Kazdy z nas jest potencjalnym medrcem jak tez i potencjalnym gluopcem i od nas samych w bardzo duzo zalezy w jakim kierunku ostatecznie pojdziemy. Jakosc pobudek naszego postepowania wazy bardzo znacznie: trzeba przy tym rozroznic miedzy pobudkami niskimi i wysokimi, przyziemnymi i dalekowzrocznymi. Wiele zalezy od tego, czy i jak dalece potrafimy poddac kontroli nasze sklonnosci, namietnosci, nastawienia, ambicje. Latwo sobie samemu wmowic szlachetnosc intencji nawet gdy to jest tylko proba oszukania zarowno samego siebie jak i otoczenia. Mozemy wierzyc w to co sami mowimy bez zajakniecia aby komus zaszkodzic, kogos naciagnac, cos sobie korzystnego zapewnic. Nasze uprzedzenia narodowosciowe, religijne i inne sa nieraz slabo przez nas kontrolowane. Oburzamy sie na innych gdy ci zarzucaja nam niecny stosunek do obcych, ale lubujemy sie w krzywdzacych uproszczeniach: ten a ten jest zawsze wrog, mysmy sami popelniali tylko blad naiwnegp tolerowania cudzych wybrykow, nasza historia jest bezwzglednie czysta, zawsze bylismy niedoceniani, itd.
Wielu z nas woli zyc w teatrze wymyslonym przez nich samych, na scenie gdzie oni sami kroluja i ukladaja tekst po swoje mysli nieraz dowolnie zmieniajac go w odniesieniu do zmieniajacej sie rzeczywistosci. Tak na przyklad w Polsce, gdzie ciagle jeszcze caly uklad przeobraza, sporo ludzi bez nawet wyrzutow sumienia przeobleklo sie bardzo szybko z poslusznych wykonawcow zyczen komuny w prawowiernych demokratow i patriotow. Nie w tym rzecz, ze oni przystosowali sie zrecznie do zmienionych okolicznosci. Zastanawiajace jest najbardziej kim oni rzeczywiscie sa wewnetrzmie jesli tak latwo im przychodzi przemieniac skore. Majac do czynienia z cala masa jednostek niewiarygodnych zarowno w stosunku do innych jak i do samych siebie, traktujacych wszystko uzytkowo i jak najbardziej praktycznie, trzeba sie miec na nieustannej bacznosci, bo przy takich ludziach wszystko jest plynne, przelotne, watpliwe, w gruncie rzeczy puste jak ich wlasne przekonania. Glebokie przekonanie, ze madrosc zyciowa polega na dostatecznie szybkiej metamorfozie i biciu poklonow do zmieniajacych sie bogow, czyni struktury spoleczne mialkimi, latwymi do spustoszenia. Co z tego , ze tlum moze skrajnie zmieniac swe nastroje, odrzycal jednych przywodcow na rzecz innych, jesli nieobliczalne jest co wymysli sobie jutro ten tlum, komu zawierzy, kto go kupi lub otumani?
Proznosc dyktuje wielu ludziom przeskakiwac z jednej mody na inna i tym zyc, nie zas mozolnie doszukiwac sie prawdy, dazyc do wnikliwych diagnoz i sensownych rozwiazan. Podobnie jak w milosci miedzy ludzmi, trzeba nauczyc sie wybierac miedzy czyms glebokim i czyms przejsciowo-powierzchownym. To drugie moze wydawac sie znacznie bardziej praktyczne i atrakcyjne, ale jednoczesnie grozi zmarnowaniem zycia traktowanego jak seria przemieniajacych sie scen, a nie jako jedna wielka gra o cos znacznie glebszego i nie przemijajacego.
Sa spoleczenstwa i kregi spoleczne gleboko przezarte wlasnie proznoscia, wrecz nie tolerujace wnikanie w istote rzeczy. Niestety, gospodarka wolnorynkowa sprzyja takiemu wlasnie podejsciu bo niestanny pochod zmieniajacych sie mod nakreca koniunkture, pobudza zapotrzebowanie, sklania ludzi do podejmowania wszelakich tranzakcji. Ale przeciez ludzie swiadomi grozacych im niebezpieczenstw potrafia sprostac naciskom na nich wywieranych, zachowac swoje "ja", nie poddac sie bezwolnie temu, co im sie z zewnatrz kazdorazowo narzuca. Warto w tym sensie byc "medrcem" w kwestii obronienia wlasnej identycznosci i odniesienia samego siebie do wartosci nieprzecietnych, skutecznie opierajacych sie postepowi czasu, wolnych od roznego rodzaju powierzchownych mod czyniacych czlowieka niewolnikiem wierutnego glupstwa. Trzeba pogodzic sie z faktem, ze w naszym zyciu doczesnym jest wiecej glupstwa i pozoru anizeli czegokolwiek autentycznie trwalego. Jesli roztrwonimy bezmyslnie wlasne zycie to bedzie tylko nasza wlasna szkoda.