Aleksander Matejko - Wspomnienia


SPOTKANIE Z MOIM ANIOŁEM

____________________________________________________________



Ja: Teraz na starosc chyba lepiej wyczuwam Twoja bliska obecnosc, choc nigdy nie stracilem wiary w Ciebie. Pamietam dobrze dzien slotny i blotny we wczesnych latach czterdziestych w Rabce-Zarytem, gdy umorusany blotem, w ktorym kopalem row, patrzylem z zadroscia na ludzi chlapajacych tez po blocie, ale na zewnatrz drutow. Wzdychalem wtedy do Ciebie: "czy i kiedy ja tez znajde sie wsrod nich, poza drutami?" Nic mi nie obiecywales, ale przeciez cala reszte zycia spedzilem na wolnosci i wielokrotnie ratowales mnie z opresji, bo sam na sobie nie zawsze moglem polegac: zwlaszcza w sytuacjach krytycznych. Wiem dobrze, ze li tylko wlasna zaradnoscia nie wyszedlbym na swoje bez Twojej interwencji. Czy to nie Ty mi wtedy doradziles, abym nie probowal ukrasc koca, za ktory moglbym dostac maslo, ale grozilo rozwalenie na miejscu gdyby wartownik niemiecki mnie zatrzymal i sprawdzil, czy aby nie mam wlasnie koca pod ubraniem roboczym? Czy nie TY mnie natchnales wstydem, ktory tyle razy powstrzymal mnie od robienia tego co inni wokol mnie? (Lacznie z chodzeniem gromada na dziwki i wodke).

ON: nic

Ja: Zawinilem wielokrotnie w stosunku do Ciebie bo poprostu nie bylem wsluchany w To, co mi pewnie szeptales, ale ja w zacietrzewieniu zapominalem, ze przeciez wszystko przykre tak samo mija jak wszystko przyjemne. Niepotrzebnie ciskalem sie, mialem sluszny lub niesluszny zal do innych za to ze nie spelnili moich oczekiwan albo domniemanie mnie krzywdzili, a przeciez mijajacy czas oddala wszystko w zapomnienie. Cierpliwosc nigdy nie byla moja cnota, a przeciez wlasnie Ty jestes nieskonczenie cierpliwy i zachecasz abym w tym Ciebie nasladowal. Widzialem kiedys ciekawy film o was aniolach: chodziliscie wsrod ludzi, przypatrywaliscie sie nam, a nawet nieco zazdroscilisie nam zycia emocjonalnego, dobre czy zlego ale zawsze prawdziwego. Czy Ty tez patrzyles z poblazliwoscia na moje szamotania sie, a moze nawet miales nieco zazdrosci w stosunku do mnie w tym wzgledzie?

ON: nic

Ja: Nigdy nie stracilem wiary w Boga i to mnie ustrzeglo od wyskoczenia poza grono Uczniow, ktorymi jestesmy lub nie, zaleznie od swobodnego wyboru. Ale bywalo tak, ze te jarzmo wydawalo mi sie ciezkie, choc jak dzis widze gruntownie bylem mylny w tym wzgledzie. Chodzi przeciez nie o to, aby byc tepo posluszny, ale aby dawac dobry przyklad. Wyrzucam sobie niecierpliwosc w tym wlasnie wzgledzie. Dowcipkowalem kiedys, ze skromnosc to moja specjalnosc, a nieco zlosliwa kolezanka wykpiwala moja autentyczna sklonnosc do pychy. Na moje szczescie, raz po raz cos mi w zyciu nie udawalo sie, bo inaczej moj balon unioslby sie nazbyt w gore i pekl. Widze Twoja robote w tym wzgledzie i dziekuje Ci na nia, bo przeciez kazdemu z nas grozi "zawrot glowy od sukcesow" (Stalin w swoim czasie tak nazwal nadmierna gorliwosc swych siepaczy). Wiem, ze pycha zywota jest Ci gruntownie obca i pewnie budzi politowanie dla nas smiesznych ludzikow, opetanych pozadaniami. "Ksieze oczy, popie gardlo. Co zobaczy to by zarlo!". Nasze cywilizacje jedna po drugiej gubia sie w nieproporcjonalnie rosnacych oczekiwaniach, ktore rozbudzaja na swoja kolejna niekorzysc. Wy aniolowie o tym z gory wiecie, ze niemal kazdy nas ludzi dziala w jakims stopniu przeciw sobie i marnuje dane mu szanse. Czy nie boli Ciebie i tobie podobnym, ze wasze syzyfowe prace aby nas uchronic od zgubnej pozadliwosci sa az tak daremne? Ogromny wysilek przy minimalnym rezultacie- czy to nie jest dla Was bardzo zniechecajace?

Aniol: nic

Ja: Wydawalo mi sie przez dlugie okresy, ze mam do spelnienia cos waznego, potrzebnego , sluzacego dobru powszechnemu. Tymczasem moje projekty jeden po drugim w realizacji okazywaly sie kruche. Mialem byc dzialaczem spoldzielczym i w tym celu skonczylem odpowiednie studia i z zapalem wzialem sie do pracy spoldzielczej. Tymczasem autentyczna spoldzielczosc komuna zmuchnela mi z przed nosa. Pamietam jak bedac na praktyce spoldzielczej w Czechoslowacji jeden z dyrektorow ostrawskiej wielkiej spoldzielni spozywcow zarzekal sie, ze wszystko powinno byc tak jak w ZSRR. Swoja droga , pewnie robil to na pokaz w stosunku do swego kolegi, ktory przysluchiwal sie naszej rozmowie. Moja socjologiczna kolezanka rowniez jak ja robiaca badania w polskich spoldzielniach pracy pewnie bardziej z naiwnosci niz z pryncypialnosci ideologicznej dzielila zwalczajace sie kliki spoldzielcze na klasowo poprawne i klasowo wrogie, podczas gdy w rzeczywistoci jednym i drugim chodzilo o dorazne korzysci. Jako inspektor spoldzielni ludowych i artystycznych zniechecilem sie szybko do biurokratyzacji tego co robilem. Przerzucilem sie do pracy redakcyjnej w wydawnictwie ministerialnym, ale tam znow bylo w gruncie rzeczy nudno. Dowcipkowano nawet i antyrzadowo. Ja ograniczylem sie tylko do sluchania, ale kolezanka zachecila mnie do aktywnego uczestnictwa, twierdzac ze podejrzewaja mnie o absolutny antykomunizm idacy tak dalece, ze nawet nie chce smiac sie z wladzy. Potem poszedlem do pracy praktyczno-badawczej w budownictwie, ktora byla niezle ustawiona z tym tylko, ze nadrzedny szablon uniemozliwial rozsadne reformy. Chyba cudem dostalem stypendium amerykanskie, do ktorego bylem zreszta jedynym polskim kandydatem. W pierwszej kolejnosci odpadlem na skutek opoznionej opinii profesorskiej, ale na szczescie ten, kto otrzymal stypendium zrezygnowal z niego i ja wszedlem na jego miejsce . Czy to byla Twoja interwencja? Czy takze i tego przez UB w stosunku do mnie i grona uniwersyteckich przyjaciol pod absurdalnym oskazeniem, ze jakoby planowalismy rozrzucanie z najetego samolotu ulotek antykomunistycznych, aby gornoslaska klasa robotnicza zbuntowala sie ( oczywiscie najecie samolotu bylo wprost nieprawdopodobne).

Czy to Ty zetknales mnie z gronem dyskusyjnym potem noszacym nazwe Klubu Krzywego Kola na warszawskiej Starowce, gdzie w miare swobodnie mozna bylo nawet krytykowac wladze komunistyczna? Mialem wielu dobrych i interesujacych przyjaciol, ktorzy potem rozproszyli sie po swiecie, ale wowczas nasze trzymanie sie razem mialo zasadnicze znaczenie dla przetrzymania ciezkich czasow. Bylo co nieco naiwnosci w tym, co wowczas wyobrazalismy sobie jako demokratyczna alternatywe w stosunku do sowieckiego typu komunizmu, ale niewatpliwie byla w nas dobra wola i troska o na Twoimi interwencjami. Czy nie jest prawie pewne ze podsunales mi dobra zone, ktorej nieraz Ty patronowales i dalej patronujesz mojej corce, zieciowi, wnuczkom i wogole calej mojej rodzinie?

Aniol: nic

Ja: Ciagle jeszcze jestem mlody duchem i pociaga mnie przygoda, moznosc zrobienia czegos uzytecznego, wyjazd za granice. [???] sie juz dawno temu Jozefa Kotarbinskiego, ale nieraz nie wychodzilo tak jak chcialem. W PRL oswiadcznono mi brutalnie, ze nie mam co liczyc ani na profesure, ani na jakiekolwiek fundusze badawcze. Dla wyksztalcenia studentow uniwersyteckich byla demoralizujaca swiadomosc, ze przynaleznosc partyjna stanowila niemal niezbedny warunek wszelkiej kariery w naukach spolecznych. Ale takze i pracujac wiele lat na amerykanskim kontynencie mialem inny klopot, [???] intelektualna byla jak najlatwiejsza. A przeciez w moim wlasnym wyksztalceniu ciagle mi wkladano utnie niczego nie trywializowac. Egzaminy czysto pamieciowe, po ktorych student niemal automatycznie zapomina czego nauczyl sie, aby zrobic miejsce w mozgu do nastepnej porcji. Obowiazkowe rozsmieszajace przerywniki. Powierzchownosc jako cnota. Pseudorozkoszne krolewstwo klienta , ktore staje sie parodia, gdy klienci nie maja gdzie zarobic na cala gore zakupow uwazanych jako niezbedne do osobistego i rodzinnego szczescia. Wspomne niedawny w Reno, jednym z wielkich centrow gier hazardowych, gdzie pracownicy sa w znacznej mierze hiszpanojezyczni, pracuja za najnizsza stawke i moga jako tako przezyc, jesli wszyscy czlonkowie rodziny zloza do kupy swe bardzo skromne zarobki. Albo ta bardzo trudna sprawa milionow nowych ablsowentow wchodzacych na rynek pracy, ktory juz od poczatku ich po prostu nie potrzebuje (wiadomo, ze usilne zabiegi panstwa aby przekwalifikowac bezrobotnych rzadko gdzie rzeczywiscie wioda do powodzenia, choc zawsze drogo kosztuja podatnika).

Czy te wszystkie problemy, nieraz bardzo trudno rozwiazywalne, sa dla mnie niejako wskazowka, ze trzeba przeniesc sie co rychlej na tamten swiat? A moze tam tez sa jakies trudne problemy po prostu niewyobrazalne dla nas w zyciu doczesnym? Czy nie uchylilbys mi rabka Twojej sluzbowej tajemnicy?

Aniol:nic

Ja: W moim otoczeniu polskosc zyje jeszcze wsrod nas, ale mlodzi wsiakaja bardzo szybko i skutecznie w swiat anlosaski . Zreszta, dlaczego nie mieliby tego zrobic? Przeciez tutaj ucza sie, dojrzewaja i snuja plany na przyszlosc mniej lub bardziej realistyczne. Nie mozna na dlugo pozostawac obcym w srodowisku, ktorego jest sie czescia, tym bardziej jesli tak zwane zycie etniczne traci myszka i nudzi powtarzanie ciagle tych samych malo tresciwych niby-prawd. Ale z drugiej strony tez jest niewatpliwa wartosc w zachowaniu ciaglosci kulturalnej, otwarciu na innosc, kultywowaniu szerokiego spojrzenia, tolerowaniu roznorodnosci. Im bardziej Polska bedzie faktycznie zblizac sie do Europy zachodniej, tym stanie sie wprost niezbedne uniwersalistyczne urobienie obywateli.

Katolicyzm jest nawet z samej nazwy uniwersalny i mozna go kultywowac w przeroznych jezykach i okolicznosciach. Gdy bylem pare miesiecy w Kaszmirze zadalem sobie przyjemny trud rozpoznania roli chrzescijan (zreszta bardzo nielicznych) tam wlasnie. Bylo to bardzo budujace patrzec jak na chrzescijanach oparte jest najlepsze miejscowe szkolnictwo i szpitalnictwo, jak rozwija sie chrzescijanska praca charytatywna. Poczulem sie dumny, ze jestem czlonkiem tak zywotnej i uniwersalnej spolecznosci. Pamietam hidusa-chrzescijanina ktory przywedrowal na bosych nogach az do Himalajow, przecinajac cale Indie od poludnia do polnocy. Siedzial kolo mnie na spotkaniu domowym miejscowych chrzescijan w Ladakh i mialem silne wrazenie, ze to Chrystus jest obok mnie, siermiezny, przepasany zwyklym sznurem, nogi poranione. Jak Wy aniolowie widzicie Chrystusa na codzien?

Aniol: Nic





Spis treści