
LIST DO PANA BOGA

Wiem, ze ciagle ktos o cos Ciebie prosi wiec z góry zaznaczam moja bezinteresownosc w tym przypadku, gdyz jestem jako tako zdrow, mam rodzine w calosci, niezle mieszkam, a ze pracy zarobkowej dac mi nie chca, to nic dziwnego w moim juz podeszlym wieku. Zreszta za to wszystko slusznie nalezy sie Ci podzieka, bo przeciez mogloby byc znacznie gorzej. Nie oczekuje wlasciwie niczego, choc jestem bardzo ciekaw, jak faktycznie wyglada zycie pozagrobowe, w ktore wierze, choc obawiam sie nieco, ze bede moze otoczony ludzmi nudno-swietobliwymi i gotowymi ciagle podlizywac sie Tobie. W dodatku nigdy nie mialem dobrego glosu i choralne spiewanie bez przerwy psalmow na Twoja czesc wcale nie jest dla mnie czyms ponetnym - a poza tym odstraszylbym sluchaczy. Wogole podchodze z niejakim podejrzeniem do hurra-patriotow i hurra-wyznawcow, zwlaszcza gdy oni sa przerazliwie nudni i pretensjonalni, albo w dodatku lubia skladac donosiki na bliznich nie dosc podporzadkowanych. Zreszta nie ma zludzen, ze po smierci bede mial cokolwiek do powiedzenia i dlatego zabieram glos dopoki jeszcze zyje. Bardzo chcialbym pozostac soba takze i po smierci wiec dopoki moge cokolwiek powiedziec to wlasnie wyrazam w tym liscie.
Udalo mi sie zachowac wiare w Ciebie mimo przeciwnosci losu i roznych sygestiii w stosunku do mnie, abym przestal byc "smieszny" i trakowal Ciebie na serio. Z racji mojego zawodu w dziedzinie socjologii bylem przez cale zycie otoczony przez ludzi niereligijnych (socjologia byla im zupelnie wystarczajaca swiatopogladowo) a w dodatku dla nich moja religijnosc byla wrecz kompromitujaca intelektualnie. O mnie jednak bynajmniej od religii nie odciagalo, a przeciwnie: zachecalo do bycia przede wszystkim soba i nie ulegania formizmu. Patrzylem i patrze dotad nieco podejrzliwie na tych, ktorzy nigdy nie mieli watpliwosci swiatopogladowych i sa soba w tym wzgledzie zachwyceni. A moze oni wogole nie mysla? Zreszta podejrzliwosc mam tez do takich, ktorzy nigdy Boga nie potrzebowali. Ja przeciez nie mam watpliwosci wobec samego siebie, ze Boga potrzebowalem i potrzebuje. Co wiecej, wszystko mu zawdzieczam bo nigdy nie mialem przesadnie dobrej opinii o wlasnych mozliwosciach.
Patrzac wstecz na cale moje zycie widze wyraznie boskie ramie podtrzymujace mnie w przeroznych okolicznosciach, gdy o malo co zrobilbym cos nieskonczenie glupiego, a wlasnie to ramie mnie wtedy wsparlo. Licze zawsze nie tyle na siebie, ile na Boga i dobrze na tym jak dotad wychodze.
Przede wszystkim nigdy sie Ciebie nie balem, bo ufalem w Twoja zasadnicza zyczliwosc w stosunku do nas tutaj zyjacych na tym globie, choc nigdy nie rozumialem dlaczeego poddajesz nieustannie nas istoty zyjace tak okrutnym probom (choc mnie osobiscie traktowales raczej lagodnie, nawet w najciezszych czasach). Jest w tym wszystkim tajemnica, ktora oczywiscie chcialbym przeniknac, ale odkladam to na nasze bezposrednie spotkanie. Eksperyment? Proba wytrzymalosci? -ale po co? Nie odwazam sie narzekac, ze przeciez sam jestem jednym z obiektow tej wielkiej proby wytrzymalosci. W kazdym razie jestem Ci wdzieczny- bo przeciez wszystko pochodzi bezposrednio lub posrednio od Ciebie. Przebywajac przez dobre kilka tygodni wsrod buddystow w Himalajach podziwialem na codzien ich spokoj i dobrotliwosc, a nawet pewnego rodzaju slodycz. Choc oni w Ciebie nie wierza, sa chyba Ciebie bliscy swym pogodzeniem sie z ciezkim zreszta losem jaki im przypada. Krancowo inni od muzulmansw w dolinach, ktorzy Ciebie inaczej od nas chrzescijan wyznaja, ale jednoczesnie boja sie jeden drugiego, aby nie byc podejrzany o nieprawomyslnosc.
W kazdym razie dobrze mi byc chrzescijaninem. Przez pewien czas z zainteresowaniem chodzilem posluchac nauk o sztuce zycia z pozycji zblizonej do buddyzmu, ale zamerykanizowanej. To bylo o tyle ciekawe, ze usilowano w nas wmowic moznosc kazdego z nas stania sie Bogiem. Mnie to od poczatku nie odpowiadalo, gdyz mam samokrytyczne mniemanie o samym sobie i zawierzam Bogu jako bez porownania silniejszemu. Znam swoje plusy, ale tez minusy i gdzie sie z gory na potrzebe bynajmniej nie takiego czlowieka jak ja lub inni. Sam Twoja nieustajaca obecnosc obok mnie i wokol mnie, a nawet we mnnie samym, daje mi gwarancje duchowego przetrwania. Co wiecej, stad czerpie sile przetwania. Przeciez cokolwiek dzieje sie ze mna i wokol mnie jest z Twojej woli i musze wczytywac sie w to wlasnie aby probowac odczytac Twoja wole. Mialem i mam ciagle jakies watpliwosci czy aby wybieram dostatecznie rozsadnie, ale Ty wiesz, ze w ostatecznej instancji Tobie zawierzam. Obawiam sie nieraz tych, ktorzy moim zdaniem zbyt glosno odwoluja sie do Ciebie, chcac jak gdyby zamaskowac swa chwiejnosc. Ale przeciez ostatecznie wszyscy jestesmy mniej lub wiecej ulomni i nie wypada nam krzyczec o swojej rzekomej doskonalosci.
AJm