
FRASUNEK/TRUNEK?

Cos jest prawdy w sugestii "Na frasunek dobry trunek", gdyz wszystko co odwroci uwage nasza od danego strapienia ma sens, a moze to byc tez spacer, film, przyjazna rozmowa, cwiczenie sportowe itd. Ja osobiscie lubie spacery piechota lub samochodem przede wszystkim do mojego ulubionego rezerwatu ptakow na poludniowy wschod od miasta, gdzie wszystkim smutnym lub zmeczonym zalecam przypatrywanie sie kaczkom jako zachete do zycia. Jakie one sa wesole, albo co najmniej mnie tak wydaje sie! Kiedys lubilem bardzo chodzic do kina, ale mi to przeszlo niemal doszczetnie bo nawet w telewizji patrze raczej na cos innego niz filmy. Wpatrywanie sie w plynaca wode tez jest uspajajace o ile tylko nie pociagnie to do czegos bardziej dramatycznego. Dla wierzacego jest mozliwe i nawet godne zalecenia powierzenie swojego frasunku Bogu i odciazenie samego siebie liczac na Boze rozstrzygniecie i pomoc.
Rzeczywiscie, nasz frasunek jest nieraz na tyle rozpaczliwy, ze nie stac nas na dostateczny dystans. Paradoksalne jest,ze w malzenstwach nie jest rzadkie niemal automatyczne obarczenie wspolmazonka tym co nam ciazy i wydaje sie nadmiernym klopotem. "Ona winna, ona winna, bo calowac nie powinna" - mowi piosenka. Nieraz malzenstwa rozpadaja sie na gruncie wlasnie obarczania jedno drugiego za to lub inne. Rzeczywiscie, wymaga znacznego hartu brac samemu pelna odpowiedzialnosc, a nie zas zrzucac ja na innych. Do mestwa trzeba sie przysposobic nawet w rzeczach malych, gdy poczuwamy sie do odpowiedzialnosci i rezygnujemy z tanich wybiegow. Jedna z drastycznych spraw w tym wzgledzie jest los dzieci w malzenstwach, ktore sie rozpadly i ktorys z malzonkow, lub nawet oboje razem, nie poczuwaja sie do pelnej odpowiedzialnosci za los tych dzieci. Niestety, urazy powstale na gruncie rodzinnym nieraz przenosza sie na cale pokolenia produkujac ludzi okaleczalych, niezdolnych do pozytywnych emocji ani do pelnej odpowiedzialnosci. Szczescie jest lub go niema w kazdym z nas i jakosc rodziny ma w tym wzgledzie podstawowe znaczenie. Obecnie powszechnie szukamy szczescia poza rodzina, a to ma konsekwencje negatywne dla nas i dla naszych bliskich.
Tez jest prawda, ze bardzo nieraz nam jest trudno uznac wlasna wine, natomiast bardzo chetnie ja przerzucamy na najblizsze otoczenie. Ja sam lapie sie na tym, ze jak mi cos nie idzie to zaraz zaczynam fantazjowac w jakim stopniu zona zawinila. Jesli to traktowac z humorem to jeszcze jeszcze ale ilu z nas sa smiertelnie powazni w tym wzgledzie? Nie przypadkiem dla amerykanskiego policjanta najniebezpieczniejsze jest takie miejsce, gdzie maz i zona chca sobie nawzajem cos dokumentnie wyjasnic. Rzecz w tym, ze stopniowo odwykamy od odpowiedzialnosci za samych siebie i obsesyjnie chcemy nia obdazyc kogos innego: policjanta, lekarza, prawnika, doradce finansowego, ale najchetniej wspolmazonka, ktory zreszta pala taka sama checia w stosunku do nas. Powstaje zamkniete kolo, ktore rozwalamy jakims dramatycznym gestem nie liczac sie z konsekwencjami. Paradoksalne jest, ze majac coraz wiecej jednoczesnie coraz ciezej jest nam dac sobie rade z wlasnym zyciem i najblizszym otoczeniem. "Jak sie nie ma co sie lubi to sie lubi co sie ma" - ta zasada moze byc bardzo pomocna, o ile potrafimy panowac nad naszymi emocjami, a to jest tym trudniejsze im slabsze sa wiezie rodzinne. Duzo ludzi kolekcjonuje zapamietale stosunki i stosuneczki ciagle szukajac czegos bajecznego i wmawiajac sobie, ze tym razem bedzie idealnie. Przyklad niezgranych ze soba rodzicow dziala wrecz fatalnie, gdyz z gory uprzedza o kruchosci wiezi podstawowej. A gdzie dzieci maja brac dobry przyklad? Chyba nie w takich klasach szkolnych, w ktorych wiekszosc to uczniowie z rodzin rozbitych lub co najmniej powaznie nadwyrezonych?
Swoja droga, zluda szczescia ciagle nas goni podniecana reklama wszelkich uslug i towarow, a my latwo jej sie poddajemy, zwlaszcza w mlodym wieku. Trzeba pamietac, ze wszystko co robimy sami w zyciu zbiorowym jest dobrym lub zlym przykladem dla innych. Dlatego musimy spojrzec na siebie samokrytycznie i wstrzymac sie od wszystkiego, co moze dac zly przyklad innym: zlosliwy stosunek do bliznich, brak dobrej woli, traktowanie na niby prawd podstawowych, nieustanne uniki, wprowadzanie innych w blad itd. Wszystko co jest obliczone na cudza naiwnosc wczesniej czy pozniej obroci sie przeciw nam.
Dlaczego o tym pisze? Bo jestem stary i chce pzekazac moje dobre i zle doswiadczenia. Moze one komus pomoga? A zreszto tak latwo jest skasowac te moje slowa, wiec wybaczcie...