
KULTURA PRACY

W nowoczesnym swiecie istnieje ciagle bardzo realne niebezpieczenstwo trwalego rozziewu miedzy biednymi i bogatymi.
Prawda, ze ludnosc swiata jest obecnie zdrowsza,lepiej wyksztalcona i lepiej odzywiona niz 25 lat temu,ale niemal poltora miliarda ludzi zyje za mniej niz dolara amerykanskiego dziennie,a dodatkowe dwa miliardy maja niewiele wiecej,glownie w poludniowej Azji oraz w centralnej Afryce. Panuja ogromne roznice w spozyciu energii. Istnieje znaczny rozziew kwalifikacji. W tak zwanych krajach rozwijajacych sie jedna trzecia doroslych to analfabeci. Utrzymuje sie ciagle jeszcze taki stan rzeczy, ze jedna trzecia calej ludnosci krajow rozwijajacych sie pozostaje w znacznej biedzie. Wzrost dochodu na glowe w tych wlasnie krajach jest tylko 1.3% rocznie, ale jednoczesnie oczekiwania rosna znacznie szybciej, co miedzy innymi laczy sie z szybko rozwijajacym sie dostepem do srodkow przekazu masowego i lepszym wyksztalceniem.
Przy tym warto wspomniec o niedorozwoju kultury pracy po czesci zawinionym przez tych pracodawcow ktorym wrecz zalezy, aby praca pozostala jak najbardziej tania. Jednakze na dluga mete licha sila robocza jest niekorzystna z wielu wzgledow, przede wszystkim ze wzgledu na rosnaca konkurencje handlowa zarowno co do ilosci jak i co do jakosci. W Polsce historycznie kultura pracy byla w powaznym zaniedbaniu i to ciazy do dzis dnia. Prywatnym dziedzicom i fabrykantom niegdys zalezalo przede wszystkim na tanich pracownikach, co na dluzsza mete prowadzilo do koncentracji na wyrobach i uslugach poslednich jakosciowo. W dobie komunizmu to nastawienie jeszcze bardzo wzmocnilo sie i szlo w parze z lekcewazeniem obowiazkow przez samych pracownikow oraz rozpiciem sie zalog. W Polsce obecnej tempo rozwojowe prywatnej konsumpcji na glowe ludnosci szybko wzroslo od 1% rocznie w latach osiemdziesiatych do 5% w latach 1990-96, przy dochodzie na glowe US$ 6000 (w Kanadzie przeszlo US$ 21.OOO) w porownawczej sile nabywczej. W Polsce 20% wydatkow gospodarstw domowych idzie na jedzenie, w porownaniu z 9% w Kanadzie i 11% w Niemczech (World Development Indicators. The World Bank 1998). Sila nabywcza polskich zarobkow jest wzglednie skromna i to wplywa oczywiscie negatywnie na motywacje pracownicza. Jak wiadomo, o mieszkanie jest ciezko zwlaszcza mlodym malzenstwom i trudno przenosic sie z miejsca na inne miejsce odpowiednio do mozliwosci lokanych polepszenia sobie zarobkow. To tez jest drastycznym problemem przy stopniowym wchodzeniu do zjednoczonej Europy.
Czy i jak dalece sila nabywcza polskich zarobkow wzrosnie odpowiednio i kiedy? Czy cudzoziemcy nie beda wykupywac polskich gruntow i domow na szkode ludzi miejscowych? To wszystko wymaga odpowiednio ustawionej polityki podatkowej, ktora zapobieglaby szkodom dla polskich interesow narodowych i lokalnych. W skali lokalnej podatki moga byc ksztaltowane jak tego wymaga interes miejscowy. Rozbudowa samorzadu lokalnego ma w tym wzgledzie znaczenie wrecz podstawowe, ale tez niezbedna jest fachowa pomoc samorzadom ze strony odpowiedniego aparatu rewizyjno-instruktazowego. Wogole jest niezbedna akcja na masowa skale, aby podnosic kulture pracy przede wszystkim przez starannie przeszkolony aparat kierowniczy, ktory wlasnym przykladem zachecalby podwladnych do godnego i rzetelnego wypelniania swych obowiazkow.
W tym wzgledzie sa nieraz wrecz fatalne przyzwyczajenia. Na przyklad nieustanne spieszenie sie swiadczace o jakichs defektach psychicznych: niepewnosci co do samego siebie, niemoznosci skupienia sie, przesadnych ambicjach co do wlasnego wkladu, braku zaufania, ze inni wlasciwie wykonaja dane zadanie, slabym wyczuciu czasu,chaotycznym stylu postepowania. Taki ktos jakoby nie mogacy wykonac czegokolwiek na czas staje sie plaga zarowno dla siebie jak i dla innych. Trzeba przeciez szanowac zarowno wlasny czas jak i cudzy czas. Ciagle odkladanie zadan tylko dlatego, ze ktos przyszedl albo ze komus trzeba przypodobac sie jest nie tyle dowodem zyczliwosci, ile dowodem, ze samemu jest sie fatalnie zorganizowany. Ludzie niby to dobrzy, ale na ktorych w gruncie rzeczy zupelnie nie mozna polegac, robia wiecej zamieszania i balaganu anizeli czegos rzeczywiscie uzytecznego.
Nieustanne litowanie sie nad niezgolami jest charakterystyczne dla spolecznosci malo ambitnych, w ktorych ludzie rozgladaja sie zawistnie wokol kto jakoby ma lepiej niezasluzenie, aby samego siebie usprawiedliwic w stosowaniu brzydkich chwytow. Napadanie na zamozniejszych i rabowanie ich do cna jest ulubionym zajeciem, tych,ktorych nie stac na nic wiecej w warunkach spoleczenstwa zdezorganizowanego. Trzeba ostatecznie przerwac z traktowaniem kierownictwa jako przywileju, ktorego przyznanie przez "gore" ma kumoterski charakter zobowiazujacy kumpli do wzajemnej lojalnosci nieformalnej. Trzeba na to miejsce uksztaltowac kulture organizacyjna obowiazujaca na wszystkich szczeblach mniej wiecej jednakowo, nie na pokaz a na uzytek codzienny.
Nie jest to prawda, ze prywatyzacja automatycznie uzdrawia stosunki pracy. Fatalne warunki pracy i placy historycznie doprowadzily do rozwoju zwiazkow zawodowych, ktore zreszta tez same maja sklonnosci do degeneracji jesli zostana opanowane przez zerownicze kliki. Jakosc spoleczno-moralna organizacji, w ramach ktorej nastepuje zdyscyplinowanie i uspolecznienie pracownikow, ma wrecz kluczowe znaczenie. Nie chodzi tutaj o udawanie czegos na pokaz ale o porzadek, w ktorym zarowno przelozeni jak i podwladni sa podmiotami a nie li tylko przedmiotami. Bardzo niebezpieczne jest dla kazdego spoleczenstwa zagmatwanie sie w puste slowa majace zastapic realny czyn. Nie mozna swietowac nieustannie po to tylko aby przeslonic gorzka prawde dnia codziennego.