Aleksander Matejko - Wspomnienia


RODZINNIE

____________________________________________________________





W mojej rodzinie praca miala znaczenie dominujace, jak to pamietam od dziecinstwa.

Ojciec inzynier bardzo duzo czasu spedzal w fabryce, gdzie kierowal wydzialem mechanicznym i nawet w domu ciagle byl pod telefonem. Fabryka byla wlasnoscia kapitalu francuskiego i niezle funkcjonmowala produkujac glownie wagony towarowe dla PKP, ale takze na eksport do ZSRR. Wolnego czasu ojciec mial z reguly malo, gdyz w dodatku trzeba bylo ciagle grac w bridza z komisarzem rzadowym, ktory gdy byl w zlym humorze odrzucal gotowe wagony, a to kosztowalo. Wiec inzynierowie robili, co mogli aby utrzymac go w dobrym humorze, a jako czlowiek z unieruchomiona jedna noga mial przyjemnosc glownie wlasnie z bridza.

Czasem powstawaly klotnie. Zwlaszcza jeden z inzynierow mieszkajacy w tym samym bloku podrywal się zdenerwowany, zbiegał pedem na dol, potem biegl do swojej klatki schodowej i znow pedzil do swego mieszkania aby wrocic w ten sam sposob i ta sama droga, juz nieco uspokojony. Od czasu do czasu byly inzynierskie przyjecia z okazji ktorych jeden z rodziny usilowaly zaimponowac innym swa wystawnoscia, co moja babcia, nauczycielka francuskiego i prowadzaca nasze gospodarstwo domowe uwazala za pustote.

Dyrektor byl rozumny,uczciwy i uprzejmy. Panie inzynierowe doznawaly zaszczytu byc podwiezione jego powozem sluzbowym i bardzo byly z tego dumne. Potem wszystko poszlo na gorsze gdy po smierci starego dyrektora przyszedl inny, ktory otoczyl się gronem pochlebcow i z reszta moj ojciec odszedl.

Matka studiowala w Warszawie prawo i publikowala w prasie wiersze lub opowiadania.

Pamietam z dziecinstwa okres bezrobocia, gdy nawet do naszego mieszkania przychodzily zony robotnikow, blagajac aby meza nie zwolnic lub przyjac z powrotem. W naszym niewielkim miescie fabryka byla dominujacym pracodawca, a okoliczne wsie pecznialy od nadmiaru sily roboczej. Moj ojciec faktycznie nie mial wplywu na zatrudnienie, ale przez prorzadowego Strzelca albo przez silna w fabryce PPS mozna bylo dostac sie. Obcy wlasciciele nie chcieli inwestowac w fabryke, a wyciskali wszystko co mozliwe.

Ze scen zabawnych pamietam, jak moj ojciec za porada miejscowych pań inzynierowych zawiozl mnie noca do miejscowego zydowskiego lekarza, bo mialem nieco goraczki. Mama to obsmiala, bo lekarz, zreszta dosc pokraczny, zrobil furore wsrod inzynierowych, bo udal zemdlenie na widok odslonietych piersi jednej z nich i ona byla nim z miejsca oczarowana gloszac wokol jego chwale lekarska.

Naprzeciw naszego bloku byl park fabryczny, w ktorym nieraz bawilem się z dziecmi robotniczymi z blokow po przeciwnej stronie. Bylo mnostwo uciechy z gonienia się i innych zabaw albo tam w parku albo jeszcze lepiej przy komorkach gospodarczych lub w pralni umieszczonej w suterynach.

Kiedys w pralni jedna z nieco starszych dziewczynek zaproponowala, aby ktores z nas rozebralo sie. Ochotniczka byla mala Jasia. Z tego potem byl wielki skandal gdy mamy dowiedzialy się.

Bardzo czesto na podworko miedzy blokiem i komorkami przychodzili wedrowni handlarze lub muzykanci i byl ubaw zwlaszcza dla sluzacych. Niemal kazda rodzina inzynierska miala swa sluzaca, ktorej lozko z reguly umieszczano we wnece kuchennej. Ja mialem uraz na temat zlodzieja i jak kiedys wrocilismy z wizyty pozno wieczorem, zaczalem wszedzie szukac czy aby nie zakradl się zlodziej. I rzeczywiscie zobaczylem we wnece rozebranego mezczyzne i zrobilem wielki wrzask ze znalazlem zlodzieja. A to po prostu byl kawaler naszej sluzacej, co zreszta spowodowalo zwolnienie jej. Takie to byly czasy i inne obyczaje.

Babcia uczyla mnie francuskiego, ale ja nie docenialem tego jezyka, ze strata dla siebie. Uczylem się tez niemieckiego u niemieckiej zony jednego z inzynierow. Babcia byla pracowila, oszczedna i bardzo obowiazkowa, ale jednoczesnie nieszczesliwa z powodu nieudanego malzenstwa z pretensjonalnym i nieodpowiedzialnym nauczycielem laciny, z ktorym miala siedmioro dzieci, z tego tylko trzy wyzyly. Ten jej maz a moj dziadek mieszkal gdzie indziej i mial tylko maly kontakt z zona, co bylo lepiej dla obojga. Dzielnosc i prawosc mojej babki wywarla na mnie wielki wplyw, mimo ze nieraz buntowalem się przeciw jej sadom i wymaganiom wobec mnie. Jest ona do dzis bliska mi osoba i zaluje, ze bylem zbyt glupi aby ja nalezycie docenic. Umarla w czasie wojny godzac się ze swym nieodpowiedzalnym mezem, zreszta doskonalym lacinnikiem tylko ze bawidamkiem.

Gdy ojciec awansowal przenieslismy się do lepszego domu z ogrodem, ktory wspominam bardzo mile. Wtedy tez wstapilem do harcerstwa i nieraz chodzilem z druzyna na rozne cwiczenia i zabawy nad rzeka w poblizu mastu kolejowego. Kiedy przed paru laty odwiedzilem to miejsce zastalem domy inzynierskie w ruinie. Nie opalano ichj nalezycie, zezarl je grzyb. Ludzie mieszkajacy w nich pochorowali się. Rozmawialem z jedna z rodzin: on byly zolnierz KBW i robotnik fabryczny, ona robotnica. Oboje starzy i chorzy. Pewnie oboje byli partyjni. Dzis jesli wogole zyja to dogorywaja w jednym z domow, ktore byly na dawne czasy niejakim luksusem, zwlaszcza gdy fabryczny deputat wegla wystarczyl na dobre ich opalanie.

Cala glowna czesc miasta byla zamieszkana przez ludnosc zydowska i pamietam zwlaszcza mnostwo sklepikow. Chodzilismy tam stosunkowo rzadko, bo przy fabryce bylo wszystko co potrzeba. Fabryka kupila palacyk w poblizu miasta i tam pracownicy z rodzinami jezdzili nieraz na niedziele. Takze organizowano wspolnie wycieczki. Paru inzynierow, wsrod nich takze i moj ojciec, kupilo wspolnie uzywany samochod, najelo szofera i rozpoczelo nauke jazdy. Jeden z nich najechal na furmane i samochod stoczyl się do rowu. Moj ojciec mial wstrzas mozgu i musial dlugo leczyc sie. Pod pozorem jego rzekomej niesprawnosci klika rzadzaca fabryka postawila go przed alternatywa ze albo zamieni się stanowiskami ze swym zastepca albo odejdzie. Ojciec na szczescie wybral to drugie i dostal lepsza posade w hucie Batory na Gornym Slasku, a potem wszedl do dyrekcji Wspolnoty Interesow w Katowicach w sferze organizacji pracy.

Pobyt na Slasku tkwi mi w pamieci glownie co do uszeczszczania do gimnazjum, przedtem w Chorzowie a potem w Katowicach. Dojezdzalismy do szkoly tramwajem, dzielac go z uczniami gimnazjum niemieckiego ale nigdy nie rozmwialismy ze soba. Duzo jezdzilem po Slasku na rowerze i pamietam to pozytywnie, mimo powszechnego zapylenia. Chodzilem duzo do kina i ten nawyk pozostal we mnie do dzis dnia. Matka zostala pierwsza kobieta-adwokatem na Gornym Slasku. Ojciec kupil domek w Kroscienku nad Dunajcem i tam wyjezdzalismy regularnie na wakacje. Az przyszla nagle Druga Wojna Swiatowa i wszystko rozpadlo sie!



Spis treści