
GRUNT TO RODZINKA

Niepokoj, czy aby wyjde na swoje w danej spolce, jest zupelnie zrozumialy, choc jednoczesnie nieraz prowadzacy do roznorakich klopotow. Mnostwo zwiazkow malzenskich i niemalzenskich rozpada sie z wieksza lub mniejsza awantura, gdyz strony nie sa zadowolone z siebie nawzajem. Nawet jesli strona erotyczna jest zadowalajaca, to inne strony nie zadowalaja. Na przyklad partner slusznie czy nieslusznie czuje sie przeciazony obowiazkami, nawet jesli z jakichs powodow nie jest jest sklonny dzielic sie nimi.
Wspolpraca wymaga pewnej kultury i bywa czyms trudnym lub wrecz niemozliwym na przyklad dla takich osob, ktore na sile chca sie ciagle poswiecac a potem maja zal, ze za duzo na nie przypada. Wspolmalzonek nastawiony martyrologicznie jest z reguly utrapieniem, gdyz nie mozna z nim rzeczowo ustalic podzialu obowiazkow; chce sie nieustannie poswiecac a potem ma do innych zal, ze go wyzyskuja. Taka wlasnie martyrologia na sile jest szczegolnie niebezpieczna, gdy idzie o wychowanie dzieci. One przeciez od malenstwa musza przywyknac do sprzatania po sobie, przynajmniej czesciowego wyreczania rodzicow, poczuwania sie do wspolodpowiedzialnosci za rodzine. Matka lub babka meczenniczka, ktora wszyscy wokol wyreczaja sie przy lada okazji, to cos niebezpiecznie masochistycznego, a przy tym demoralizujacego w stosunku do calego otoczenia. Nie trzeba przeciez przyzwyczajac bliskie otoczenie, ze wyrecza sie je . Im bardziej ktos jest ochoczy brac na siebie wiecej ciezarow, tym czesciej bedzie nimi zarzucany, a nawet beda mieli do niego/niej pretensje roznegop rodzaju.
Podzial obowiazkow w rodzinie to wrecz podstawowy obowiazek w stosunku do zarowno siebie jak i innych. Neurotyzm obiawia sie miedzy innymi w tym, ze goraczkowo odbiera sie innym obowiazki i wykonuje je samemu a nastepnie ma sie takie lub inne ukrywane lub nawet otwarte pretensje. Kiedys bylem jako gosc za granica u malzenstwa samotnego, przez bodajze dwa tygodnie, i dziwilo mnie, ze od czasu do czasu maz, a zarazem moj dobry przyjaciel mial jakies male pretensje do mnie o w zasadzie drobiazgi. Oczywiscie bylem zawsze gotow do skorygowania mojego postepowania a nawet wyniesienia sie gdzie indziej. Doszedlem duzo pozniej do przekonania, ze ta jego przeslodka dla mnie malzonka go podpuszczala, zamiast sama mi to lub inne powiedziec. A przeciez zawsze chodzilo o rzeczy drobne. Ale one wlasnie nieraz rosna w ciezarze niewspolmiernie do ich faktycznej miernosci. Na przyklad w jakimkolwiek zwiazku natury osobistej poczucie pokrzywdzenia jednej strony przez druga dziala na dluga mete jak ladunek wybuchowy. Ktos na przyklad nauczyl sie od malego nie scielic po sobie lozka i to jest wprost denerwujace dla pozostalych domownikow. Albo dziecko od malego przywyka nie liczyc sie z dziatkami i wcale nie odczuwa zadnej wdziecznosci dla nich za to, co oni robia niekiedy, nawet kiedy sami sa juz niedolezni.
Martyrologiczny stosunek do otoczenia rodzinnego to jest po prostu nieszczescie dla wszystkich. Kazdy w rodzinie ma prawo do szacunku. Na przyklad osoby dowozace samochodem dzieci do szkoly musza byc jako tako szanowane przez dzieci, ktore korzystaja z tej wlasnie uslugi. Trzeba wlasnie w rodzinie starac sie nie tyle o wzajemne poswiecenie, ale przede wszystkim o wzajemnosc obowiazkow, roszczen i pomocy. Ponizenie kobiet a wywyzszenie mezczyzn to gleboka tradycja historyczna na skale uniwersalna, ktora dopiero od niedawna ulega gruntownej rewizji. Niestety gdy idzie o polskie kobiety, to ich emancypacja w sporej mierze sprowadzila sie do zwiekszenia ich zewnetrznych obowiazkow bez jednoczesnego zelzenia obowiazkow domowych. W tym wzgledzie jest wiec w rodzinach nieraz niedobrze, ze zbyt duzo spada li tylko na kobiety, a mezczyzni nie zarabiaja na tyle, aby zapewnic zwlaszcza zonom i babkom platne odciazenie ich. Co gorzej, w polskich rodzinach w kraju ojczystm i za granica bywa nieraz razacy problem pijanstwa.
Nie mozna oczekiwac za duzo od siebie nawzajem, ale tez dobra rodzina to nie tyle wzajemne poswiecanie sie ile przede wszystkim wzajemne liczenie sie i dobre traktowanie. To nieprawda, ze dzieci sa zbyt glupie aby doceniaqc doroslych i szanowac ich. Z drugiej strony tez oczywiscie my dorosli powinnismy od malego szanowac dzieci.