
LUDZIE I ICH ŚMIECI

Na pchlim targu jest sporo ludzi tak samo starych jak ja, ktorzy nie tyle licza na jakis znaczacy zarobek, bo przeciez tam nieformalnie obowiazuja najnizsze ceny, ale siedzenie przy stoisku z byle czym, towarem moze wyciagnietym ze smietnikow, jest forma spedzania czasu w rzekomym interesie handlowym. Sprzedawcy nawet malo ze soba rozmawiaja bo o czym: starosci? chorobach? niskich emeryturach? opuszczeniu przez mlodszych?
Potencjalni klienci tez raczej ogladaja wystawiony towar zamiast go kupowac. Bo i po co mnozyc niepotrzebne rupiecie we wlasnym mieszkaniu, ktore nieraz i tak jest dostatecznie zagracone? A przeciez w tej niewatpliwie melancholijnej atmosferze jest chocby ta niewapliwa madrosc, ze wszystko jest przemijalne, przedmioty niegdys drogie i ozdobne dzis nie dadza sie zbyc nawet za byle co. Tutaj zarowno klient jak i sprzedawca sa w minusowej sytuacji, zabawa w sprzedawanie i kupowanie jest w gruncie rzeczy melancholijna, a chodzi tylko o to aby jakos spedzic dzien swiateczny jesli samotne siedzenie w domu lub wloczenie sie po pustawych ulicach lub luksusowych sklepach bez moznosci kupowania w nich okazuje sie gorsze, anizeli naogol milczacy udzial w pchlim targu.
Co pozostalo z zycia, jesli dobrowolnie wybiera sie wlasnie pchli targ? Oczywiscie, charakter tych wlasnie targow jest rozny. Sa wsrod nich takie bardziej w istocie handlowe, gdzie uczestniczy robia jakie takie interesiki. Sa inne targi, rodzinne, gdzie maz z zona i nawet z dziecmi powaznie licza na dochod i oferuja klientom towary i uslugi jak gdzie indziej w normalnym handlu. Ale takie interesy chyba nie wychodza na swoje bo tutaj panuje w gruncie rzeczy niemalze absurdalne zalozenie, a mianowicie ze klient dostanie cos dla niego/niej cennego niemal za nic. Gdzie indziej mozna kupic tak tanio buty, ksiazki, ubrania, narzedzia? To sie zreszta zmienia takze i w normalnym handlu, gdyz coraz lepiej funkconuja sklepy z uzywanymi rzeczami, rozne niby to bajeczne rozsprzedaze. Organizacjom charytatywnym coraz trudniej jest w tym wzgledzie konkurowac z ta nowa konkurencja przechwytujaca umiejetnie to, co jeszcze do niedawna zwyklo sie wyrzucac po prostu na smietnik. Inna sprawa, skad rzeczy biora sie na pchlim targu? Moze conajmniej czesc z nich zostala wygrzebana pokatnie z kublow na smiecie stojacych na tyle domow mieszkalnych? Prawda jest, ze zdarza sie zobaczyc ciezarowki przemykujace prze tylne aleje zanim woz smieciarski zabierze ladunek dla niego przygotowany. Tacy cwaniacy w ciezarowce chylkiem zabieraja co im sie przyda. Zreszta sa tez i ludzie wzglednie dostatni, ktorzy wybieraja sobie ze smieci co lepsze i maja z tego ucieche. Zwlaszcza imigranci z krajow biednych chwala sobie, ze moga zabrac cos dla nich cennego z kubla na smieci albo tanio dokonac zakupow na sprzedazach licznie urzadzanych w garazach przez ludzi chcacych pozbyc sie rzeczy dla nich zbednych za gotowke, ktora potrzebuja na cos innego.
Wracajac do pchlich targow - zarowno wsrod sprzedajacych jak i wsrod kupujacych sporo jest zarowno emerytow jak i dzieci. Dla ludzi osamotnionych najecie stolu na targu jest na tyle tanie, a perspektywa spedzenia kilku godzin w sobote lub niedziele wsrod ludzi jest tak necaca, ze nawet jesli nie zarobia albo nawet doloza to nie zaluja tego. Niektore stoiska emeryckie sa bardzo staranne ale nie zawsze daje to dobre wyniki, bo tam gdzie jest w tym wzgledzie dobrze nieraz jest zbyt malo klienteli. Przypadkowosc towarow i ich chaotyczne zgromadzenie jakos lepiej odpowiada duchowi tego typu przedsiebiorczosci. Tam, gdzie panuje lad nieraz jest faktycznie pustka. Mozna powiedziec, ze naogol inicjowanie malych pchlich targow w konkurencji do duzych nie daje pozadanego rezultatu. Chaotyczne zgromadzenie rupieci daje kielntom atrakcyjna szanse wylowienia w masie cos dla nich szczegolnie cennego, czym mozna pochwalic sie potem przed rodzina znajomymi jak lowca chwali sie ubita zwierzyna. Mozna [rzypuszczac nawet, ze do pchlich targow ciagna osobnicy chcacy poprawic wlasne samopuczucie, miec jakis sukces. Pod tym wzgledem oni sa zreszta podobni do graczy na loterii lub klientow kasyn.
Szczegolnie sympatyczni sa starzy rzemieslnicy probujacy kontynuowac swoje zawody wlasnie na pchlich targach. Na przyklad zegarmistrz jeszcze starszy niz ja naprawil mi zegarek reczny, ktoremu nie dali rade inni. Przesiedzial spora czesc nocy nad tym zegarkiem i policzyl mi zaledwie pare dolarow; odwdzieczylem mu sie dodatkowo flaszka dobrego wina i oczywiscie goraco mu podziekowalem. Wyobrazam sobie, ze mozna byloby poznac wiele prawdy o zyciu rozmawiajac szczerze zarowno ze sprzedawcami jak i z klientami, ale nie osmielilem sie dotad tego dokonac. Jest prawie pewne, ze pchli targ bywa ostatnia deska ratunku dla ludzi w wielkiej biedzie, ktorzy nie moga sobie pozwolic ani na zakupy po normalnych cenach rynkowych ani na rozpoczecie wlasnego interesu. A przeciez takich ludzi jest sporo; naleza do nich nawet mlodzi majacy wielka trudnosc w znalezieniu jakiejkolwiek pracy. Gdzie taniej oni nabeda na przyklad buty?