Aleksander Matejko - Wspomnienia


WYDAWCY

____________________________________________________________



Niewatplliwie najlepiej mi szlo umieszczenie moich prac w druku w latach szescdziesiatych. Owczesna redaktorka w warszawskiej Wiedzy Powszechnej chetnie widziala moje studia z zakresu socjologii pracy i organizacji, ktore masowo rozchodzily siê w popularnej serii i do dzis dnia sa dostepne w wielu bibliotekach. Podobnie bylo z Ksiazka i Wiedza. Od czasu do czasu publikowano mnie w Zyciu Gospodarczym, Studiach Socjologicznych i innych czasopismach.

Moim glownym argumentem bylo, ze mozna i trzeba organizowac prace zbiorowa tak aby osiagac wyzsza wydajnosc nie wzmozonym trudem, czy tez wrecz udreka, ale efektywnym wspoldzialaniem. Opieralem siê przy tym na calym mnostwie przykladow i doswiadczen z krajow zachodnich, glownie z USA, ktore starannie zbieralem glownie z zachodniej literatury przedmiotu. To trafialo do moich licznych czytelnikow, ktorzy byli znuzeni odstreczajaca oficjalna propaganda sukcesu i ciekawilo ich jak podchodzi siê do organizacji pracy i kierowania wlasnie na Zachodzie. W moich wykladach uniwersyteckich i na kursach kierowniczych moglem wyprobowac to, co nastepnie ukazywalo siê w druku.

W wydawnictwach mialem do czynienia niemal wylacznie z kobietami i wspolpracowalo siê nam doskonale, bo ja nie grymasilem a one wychodzily mi naprzeciw, wiedzac, ze moje ksiazki rzeczywiscie ida, a nie jak szereg innych po prostu zalegaja polki. Natomiast reakcja moich kolegow po fachu nieraz byla nieprzyjemna. W ich guscie byly przede wszystkim rozwazania teoretyczne mniej lub bardziej niedostepne szerokiemu ogolowi, natomiast majace zachwycic autorytety akademickie.

Uzytkowosc praktyczna tego co robilem byla zaliczana mi raczej na minus, tym bardziej ze z wydawnictw mialem dosc znaczny dodatkowy dochod do mojej skromnej pensji nauczycielskiej. Naciągano mnie ciagle na pozyczki, ktorych znaczna czesc nie zwracano, a jeszcze dodatkowo mnie obgadywano. W kazdym razie nie mialem watpliwosci co do pozytku mojej roboty i do dzis dnia przyjemnie mi jest spojrzec na polki z moimi polskimi publikacjami.

Jeszcze bedac w Polsce zaczalem wydawac za granica. W Czechoslowacji ukazalo siê moje studium o socjologii pracy po czesku, ktore bylo tam przez wiele lat jedynym podrecznikiem w tej wlasnie dziedzinie. W Moskwie wydano tez przeklad jednej z moich ksiazek, ale- rzecz charakterystyczna- usunieto z niej cala dokumnetacje amerykanska ograniczajac siê do moich badan polskich dokonanych przez zespol przeze mnie kierowany w Miedzyuczelnianym Zakladzie Badan nad Szkolnictwem Wyzszym, a dotyczacych akademickiej pracy tworczej. W USA podczas mojego pobytu w owczesnym Leningradzie ukazala siê recenzja jednej z moich ksiazek. Rosyjski kolega po fachu powiadomil mnie, ze widzial te recenzje w tak zwanym Specfondzie dostepnym tylko nielicznym osobom. Zapytalem go, jak mozna byloby tam dostac sie. Doradzil mi, abym szedl bez zatrzymania siê dokladnie wedlug jego wskazowek, wszedl do wskazanego pomieszczenia i szybko chwycil do przeczytania na miejscu ten numer amerykanskiego czasopisma zanim dyzurna bibliotekarka nie polapie sie. Jego zdaniem, nic ona nie bedzie mogla zrobic bo czekalaby ja kara za to, ze na jej oczach wogole udalo mi siê chwycic pismo. I rzeczywiscie, tak siê stalo, tylko ze przestraszona bibliotekarka wymogla na mnie li tylko bardzo pobiezne przejrzenie recenzji. Moj statut cudzoziemca pomogl mi, gdyz blagowalem, ze nic nie bylo mi wiadome o jakims specjalnym zezwoleniu.

Po osiedleniu sie w Kanadzie pisywalem nieraz do torontonskiego "Zwiazkowca", londynskich "Wiadomosci", paryskiej "Kultury" i innych pism emigracyjnych, wszedzie gdzie mnie mile widziano. Zalezalo mi glownie na drukowaniu po angielsku, a o to nie bylo latwo, zwlaszcza ze moje teksty nie byly dostatecznie oszlifowane jezykowo. Mialem szczescie, ze w polowie lat 1980ych nowojorskie wydawnictwo Praegera opublikowalo caly szereg moich ksiazek lub wspolredagowanych wraz z hinduskim dziennikarzem z Toronto. Jedna moja ksiazka ukazala siê po angielsku w Niemczech. Potem w Austrii, Niemczech i Norwegii ukazaly sie moje skrypty zawierajace szereg studiow przeze mnie zrobionych. Amerykanskie wydawnictwo Edwin Mellen Press wydalo w 1989ym roku moje studium dotyczace chrzescijanskiego podejscia do pracy i organizacji.

Opublikowalem tez sporo artykulow i recenzji ksiazkowych w pismach fachowych w Niemczech, Kanadzie, USA, Indii, Wloszech, Francji, Belgii. Torontonski Polsko-Kanadyjski Instytut Badawczy opublikowal rozne moje prace o Polonii. W Polsce prawie ze zupelnie nie drukowano mnie, choc z okazji mojej pracy ochotniczej w Polsce ukazalo siê pare wywiadow ze mna w prasie. Od lat prowadze starannie wykaz moich wszystkich prac drukowanych i referatow przeze mnie wyglaszanych, aby miec dokumentacje wszystkiego co zawodowo robilem i nadal robie. Szczegolnie jestem wdzieczny hinduskiemu pismu "Guru Nanak Journal of Sdociology" z ktorym wspolpracuje od wielu lat i ktore do dzis dnia publikuje liczne moje prace miedzy innymi na temat wspolczesnego spoleczenstwa polskiego. Wlasnie wczoraj wyslalem tam do druku moje podsumuwanie socjolotechnicznych walorow tez organizatorskich zawartych w szeregu nowszych anglosaskich podrecznikow organizacji. Juz od paru lat lezy w wydawnictwie Uniwersytetu Szczecinskiego moja ksiazka o socjotechnice zarzadzania, jak rowniez dwa inne teksty ksiazkowe. Moze kiedys w koncu ukaza siê?

Nieladnie postapilo ze mna pewne wydawnictwo poznanskie, ktore moja ksiazke do druku przyjelo i nawet przepisalo na komputer, a potem wycofalo siê, niszczac tekst juz gotowy. Na szczescie mialem w zyciu bardzo malo podobnego rodzaju nieuczciwosci ze strony wydawcow. Poszlo miedzy nami o nieodpowiadanie na moje listy, gdy pytalem przez telefax co faktycznie dzieje siê ze skladem mojej ksiazki, do czego mialem przeciez sluszne prawo wiedziec.

Dobry kontakt z wydawca to sprawa wrecz zasadnicza dla kazdego piszacego. We wszelkim pisarstwie, z akademickim wlacznie, jest niezmiernie wazne czy wydawca okazuje zyczliwosc tym, ktorzy sporzadzaja teksty. Dlatego wlasnie we wspolczesnym pisarstwie akademickim brakuje podniety, gdyz wydawcy sa mniej lub bardziej przypadkowi, a autorom zalezy przede wszystkim na zaliczeniu publikacji jako liczacej siê powaznie w ich karierach. W tej sytuacji malo co dziala zachecajaco, tym bardziej ze liczba faktycznych czytelnikow artykulow bywa nieraz minimalna. Przyjemniej jest publikowac w pismach ideowo zaanagazowanych, ktorych redaktorom o cos wyraznie chodzi i mozna osiagnac z nimi wspoldzwiecznosc. Sam bylem w redakcjach paru czasopism, ale z reguly to jest pozycja li tylko nominalna.

Spis treści