Miłość i kara.

By Zbigniew Kozioł

Trzeci miesiąc mija od chwili, gdy zniesławiony "wirus miłości" zniszczył komputery i sieci na całym świecie, powodując szkody oceniane na 7 miliardów dolarów.

Haker który spowodował chorobę wciąż nie został jednak znaleziony. Chociaż... policja w Manili na Filipinach wierzy, że ma winowajcę.

Dyrektor tamtejszego wywiadu powiedział 15 czerwca, że jego instytucja wystąpi w ciągu tygodnia z oskarżeniem Onela de Guzmana, 22-letniego studenta szkoły komputerowej. Planuje się oskarżyć go w oparciu o prawa dotyczące nielegalnego korzystania z osobistych numerów identyfikacyjnych oraz z kard kredytowych. Nie wygląda więc to oskarżenie poważnie: można się zastanawiać, czy filipińscy oficjele postępują w zgodzie z prawem. Dopiero bowiem ostatnio, po tym już gdy wydarzył się wypadek z wirusem, prezydent kraju podpisał odpowiednie prawa które możnaby użyć w przyszłości w podobnych przypadkach.

W istocie wydaje się, ze istnieje trochę więcej problemów na drodze do oskarżenia Onela de Guzmana. Możnaby pomyśleć, że on sam także stał się ofiarą "wirusa miłości": Gdy w pierwszych dniach maja policja skonfiskowała z jego mieszkania odpowiednie materiały, zabrano jedynie kilka dyskietek oraz kopię jego pracy promocyjnej. Dyskietki oglądano przez ponad miesiąc (sic!) zanim ogłoszono, iż jedna z nich zawiera program, który jest "podobny" do "wirusa miłości". To samo z jego pracą: ponoć zawiera ona opis "podobnego" programu. NajwyraŒniej dla policji filipińskiej te fakty są wystarczające do oskarżenia Onela de Guzmana i postawienia go w obliczu spędzenia 20 lat za kratkami.

Dla dopełnienia tego surrealistycznego obrazka warto wspomnieć, iż kilku ekspertów wskazało na zupełnie odmienne pochodzenie "wirusa miłości", podejrzewając, iż mógł on być stworzony przez kilku co najmniej innych ludzi. Nie ma niczego niewiarygodnego w ich sądach. Użyty do napisania programu język VBScript jest bardzo łatwy do nauki, a program do modyfikacji. Nastoletni adept programowania mógłby napisać podobne wirusy bez trudu - wejdŒ na jakiś kanał IRC, a dostaniesz kopię wirusa bez problemu.

James Atkinson, specjalista od bezpieczeństwa komputerowego z Massachusetts śledził sytuację od początku. Jest niezwykle krytyczny na temat pracy FBI. W Wired News cytowana jest taka jego wypowiedŒ:

"Nie da się opisać moich uczuć na temat niekompetentności i nieudolności jakie ostatnio zademonstrowała FBI podczas śledztw przypadków takich jak ten. Jak dotąd, uważam, że przebieg śledztwa wskazuje, iż kilka agencji USA zrobiło z siebie głupców".

Możnaby zadać sobie kilka innych poważnych pytań: jak to jest wogóle możliwe, ze Pentagon, instytucja która powinna bronić kraju jest niezdolna obronić siebie samej przed wirusami komputerowymi z zewnątrz? Jak to możliwe, ze pracownicy Pentagonu nie zostali przeszkoleni na temat bezpiecznego korzystania z Outlook Express? I jeszcze jedno, najważniejsze pytanie: Jak to możliwe, że Pentagon korzysta z najmniej bezpiecznego, najbardziej zawodnego systemu operacyjnego jakim jest MS Windows? Dlaczego nie z unixów? Czy to sprawa kosztów? Przecież Linux jest darmową wersją unixa i system ten nie zakochałby się w VBScript ani w innym załączniku otrzymanym poprzez e-mail.